Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Dzięcioły jedzą, ile mogą i nic

Jeśli proces zamierania dębów w rezerwacie Kozie Góry w Lasach Kozłowieckich będzie trwał, za cztery lata nie będzie co chronić. Bo nie będzie żadnego dębu. Dęby zabija groźny szkodnik, opiętek. Już jedna larwa tego owada jest w stanie zabić spore drzewo. Żeruje ona bowiem w linii spiralnej. A jeżeli jej chodnik otoczy pień, przerywany jest transport substancji odżywczych i drzewo usycha.
W porównaniu z ub. rokiem liczba martwych i zarażonych szkodnikami drzew wzrosła niemal dwukrotnie, z 338 do 640. Zdecydowana większość z nich to rzadkie w Polsce dęby bezszypułkowe, dla których ochrony powołano rezerwat. - Drzewa martwe i zarażone powinny być wycięte i wywiezione z lasu - uważa Sławomir Michalewski z Zespołu Ochrony Lasu w Radomiu, który opiekuje się lasami Lubelszczyzny. Ale żaden dąb nie został wycięty. - W rezerwacie nie wolno mi niczego zrobić bez zgody wojewódzkiego konserwatora przyrody - rozkłada ręce Stanisław Kuśmierz, nadleśniczy Nadleśnictwa Lubartów, na terenie którego znajduje się rezerwat. Tymczasem Beata Sielewicz, wojewódzki konserwator przyrody, na razie zgody nie chce wydać. - Trzeba sprawę dokładnie rozważyć - mówi. - Oprócz opinii leśników mam także stanowisko naukowców, również entomologów leśnych, których zdaniem usunięcie drzew niewiele da. Proces zamierania dębów trwa od lat i nic na to nie poradzimy. Atak opiętków tylko go przyspieszył. Służby ochrony przyrody utwierdzają w tym przekonaniu ekologowie. Michowska organizacja \"Zielona Swoboda” chciała protestować w Lublinie, gdyby taka zgoda została wydana. - W rezerwacie powinna rządzić natura, a nie nadleśniczy - grzmi Michał Chomiuk, lider organizacji. Tymczasem natura rządzi nie tak, jak to sobie przyrodnicy zaplanowali. W rezerwacie pięknie rosną graby i leszczyny, zagłuszając młode dębczaki. - Występowaliśmy o możliwość ich przerzedzenia, aby dęby mogły się odnawiać naturalnie, ale i na to nie było zgody - dodaje nadleśniczy. Na razie walkę z opiętkami w Kozich Górach prowadzą tylko dzięcioły. Zaatakowane przez larwy dęby są dokładnie skute przez ich twarde dzioby. - Dzięcioł nigdy się nie myli - chwali ptaki Andrzej Marzęda, specjalista ds. ochrony lasu Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie. - On zawsze kuje tam, gdzie pod korą żeruje larwa.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama