Reklama
Puchar nadal w zasięgu
W pierwszym meczu finału Pucharu Polski piłkarek ręcznych SPR ICom przegrał w Lubinie z Zagłębiem 25:26. Podopieczne trenera Edwarda Jankowskiego słabo zaprezentowały się w drugiej połowie i roztrwoniły czterobramkową przewagę z pierwszej części meczu.
- 15.03.2006 21:35
SKŁADY I BRAMKI
Zagłębie: Kubisztal, Tsvirko - Daszewska 1, Ziółkowska 1, Krynicka, Semeniuk 4, Jakubowska 3, Ciepłowska 8, Jacek, Kordić 2, Młot 7. Kary: 18 min.
SPR ICom: Chemicz, Korabava - D. Malczewska 4, Włodek 2, Lisowska 6, Damięcka 4, Rola 4, Hipnarowicz 1, Kamielina 1, Kot 2, Duran 1. Kary: 16 min. Czerwona kartka: Rola
(39 min faul). Sędziowali: Jarosław i Mariusz Szynklarz (Opole).
- To spotkanie powinniśmy wygrać, jednak po przerwie dziewczyny wyszły zdekoncentrowane. Popełniły kilka prostych błędów, które bezlitośnie wykorzystały rywalki - powiedział po spotkaniu szkoleniowiec lublinianek. Przez większość meczu Edward Jankowski mógł być jednak zadowolony z gry swoich zawodniczek. Początek spotkania należał do przyjezdnych, które korzystny rezultat utrzymywały do 46 minuty. Trudno było jednak myśleć o zwycięstwie, skoro przez następny kwadrans nasz zespół rzucił tyko dwie bramki. Na domiar złego z boiska usunięta została Małgorzata Rola, co zupełnie osłabiło siłę ognia lubelskiej ekipy.
- Może i kara była na wyrost, ale co gorsza przy i tak szczupłej kadrze zupełnie ograniczyła nam pole manewru. Indywidualne krycie dostała Anna Lisowska, która nie była już tak skuteczna. Niestety, rozgrywające nie potrafiły wziąć ciężaru gry na siebie, a po raz kolejny poniżej oczekiwań zagrała Katarzyna Duran - powiedział Edward Jankowski.
W ostatnich sekundach nasz zespół miał jeszcze okazję do odrobienia straty, jednak lubliniankom zabrakło spokoju przy wyprowadzaniu piłki z własnego pola. Z bardzo dobrej strony pokazała się Magdalena Chemicz, której udane interwencje w sytuacjach \"sam na sam” z zawodniczkami rywalek uchroniły mistrzynie Polski od wyższej porażki. Dwie bramki Zagłębiu rzuciła powracająca po kontuzji Sabina Włodek. - Miałam grać krócej, ale sytuacja spowodowała, że przebywałam na parkiecie zdecydowanie dłużej niż zakładaliśmy - mówi kapitan lubelskiej \"siódemki” i dodaje. - Wygrana była bardzo blisko, ale i tak wywalczyłyśmy korzystny rezultat. Jednobramkowa porażka nie stawia nas na przegranej pozycji. Wręcz przeciwnie. Przed własną publicznością zagramy zdecydowanie - podkreśliła Sabina Włodek.
I faktycznie SPR ICom nadal ma szanse na wywalczenie trofeum, pod warunkiem że w niedzielę nasz zespół odrobi skromną stratę. W rewanżu powinna już zagrać mająca problemy z \"Achillesem” Beata Aleksandrowicz, która wczorajszy mecz oglądała z ławki rezerwowych. Niewykluczone, że do składu wróci również Izabela Puchacz.
Reklama













Komentarze