Dojenie ucznia surowo wzbronione
Koniec z korepetycjami. Na razie w powiecie janowskim. Tutejsi radni wypowiedzieli wojnę dorabiającym nauczycielom i chcą, żeby dyrektorzy zabronili
douczania za pieniądze uczniów z własnej szkoły
- 30.03.2006 20:16
Rodzice skarżą się, że nauczyciele zarabiają na swoich uczniach, udzielając im korepetycji. Dlatego postanowiliśmy zająć się tym na sesji - tłumaczy Krzysztof Kamiński, z Rady Powiatu. Radni chcieli zakazać korepetycji, przyjmując odpowiednią uchwałę. Ale okazało się, że nie mogą wprowadzić takiego ograniczenia. Zdaniem prawnika, nie mieści się to w kompetencjach rady. - Ustaliliśmy więc, że to dyrektorzy szkół wprowadzą zmiany w statutach swoich placówek - mówi Kamiński. Teraz urzędnicy powiatu mają zadbać o wejście ustaleń w życie w czterech średnich szkołach podlegających staroście.
Jolanta Kasprzak, rzeczniczka lubelskiego kuratorium, przyznaje, że jeszcze o czymś takim nie słyszała. - To dość kontrowersyjne - przyznaje. - Żadne przepisy oświatowe nie regulują kwestii korepetycji. Zajmuje się tym tylko prawo finansowe, które za dochód tak uzyskany każe się rozliczać z urzędem skarbowym. Ale szkoła może wpisać sobie coś takiego do statutu. Czy to będzie skuteczne? Tego nie da się zagwarantować.
Nauczyciele są zdumieni. - Swoje dzieci wykształciłem głównie dzięki korepetycjom. I to udzielanym przez moich nauczycieli - zapewnia Henryk Szkutnik, zastępca dyrektora LO im. Bohaterów Porytowego Wzgórza w Janowie Lubelskim.
Dyrektor Szkutnik uważa, że zakaz niczego nie zmieni, a tylko ograniczy uczniom dostęp do korepetycji. - Stracą wszyscy - mówi. - W takim małym mieście trudno uczniowi znaleźć innego nauczyciela do korepetycji niż ten, który uczy go w szkole. Młodzież będzie musiała jeździć do Lublina.
Inicjatywa janowskich radnych dziwi także dyrektorów szkół w Lublinie. Ale z zupełnie innych powodów. - U nas takich zakazów nie ma. To oczywiste, że nie wolno udzielać korepetycji uczniom ze swojej szkoły - komentuje Zbigniew Smutek, wicedyrektor I LO im. Staszica w Lublinie.
Także Ministerstwo Edukacji zastanawia się nad sensem przepisu proponowanego przez janowskich radnych. - To niepokojące, że takie sprawy trzeba kodyfikować - mówi Mieczysław Grabianowski, rzecznik ministra. - Ale widać, że problem urósł do takich rozmiarów, że nie ma innego wyjścia. Jeśli będzie skuteczny i poprawi klimat w szkołach, to nie widzę w tym nic złego.
Reklama













Komentarze