• Lublinianka - Chełmianka 0:3 (0:1)
• Podlasie Biała Podlaska - Sokół Adamów 1:1 (0:0)
• Orlęta Łuków - Unia Hrubieszów 4:0 (0:0)
• Górnik II Łęczna - Orlęta Spomlek 0:1 (0:0)
• Stal Kraśnik - Włodawianka 3:1 (2:0)
• Tomasovia - Granica Lubycza Królewska 3:0 (2:0)
• Czarni Dęblin - Lewart Lubartów 1:2 (0:0)
• Janowianka - Unia Bełżyce 1:0 (0:0)
1. Orlęta Spomlek 19 53 55-10
2. Stal Kraśnik 19 42 46-16
3. Orlęta Łuków 19 32 30-20
4. Podlasie 19 30 31-21
5. Chełmianka 19 29 30-22
6. Górnik II Łęczna 19 28 36-29
7. Janowianka 19 28 28-30
8. Lublinianka 19 26 22-28
9. Granica 19 22 19-19
10. Lewart Lubartów 19 22 17-29
11. Czarni Dęblin 19 20 28-40
12. Tomasovia 19 19 20-25
13. Unia Bełżyce 19 19 21-33
14. Unia Hrubieszów 19 19 22-44
15. Sokół Adamów 19 17 15-31
16. Włodawianka 19 12 14-39
26 kwietnia (wszystkie o godz. 17): Włodawianka - Podlasie • Sokół - Orlęta Łuków • Unia Bełżyce - Górnik II • Chełmianka - Spomlek • Lewart - Janowianka • Czarni - Tomasovia • Granica - Lublinianka • Hrubieszów - Stal.
Bramka: Chyła (76 z karnego).
Górnik II: Żukowski - Pawelec, Jankowski, Tarczyluk, Kuśmirek, Osuch, Sołdecki, Stefaniuk, Krakiewicz (75 Jędrzejuk), Michalak (80 Klimkiewicz), Tomczuk (60 Szymanek).
Spomlek: Dadasiewicz - Kępa, Pietroń, Iwan (70 Kaczorowski), Ślusarczyk, Piotrowicz (81 Troć), Borysiuk, Pliszka, Frączek (45 Skorupski), Panek, Chyła.
Żółte kartki: Stefaniuk, Osuch, Jędrzejuk (G) - Chyła (S). Czerwona kartka: Stefaniuk (Górnik, 76 min. za drugą żółtą). Sędziował: Gąsiorowski (Biała Podlaska). Widzów: 300.
Gdyby za wrażenia artystyczne przyznawano punkty, rezerwy Górnika Łęczna na pewno otrzymałyby przynajmniej \"oczko” za mecz ze Spomlekiem. Pełną pulę zagarnął jednak lider czwartoligowego frontu, który odniósł skromne zwycięstwo, przy wydatnej pomocy gospodarzy. W 76 minucie piłkę ręką w polu karnym zagrał Łukasz Stefaniuk, a jedenastkę wykorzystał Marcin Chyła.
- Karny był z niczego. Trudno mi zrozumieć dlaczego Stefaniuk zachował się w taki sposób - mówił po meczu Sławomir Pogonowski, szkoleniowiec Górnika II, który interwencję wychowanka Podlasia porównał z \"wyczynem” Walerija Sokolenki z meczu Górnika z Polonią Warszawa. W obu przypadkach zachowanie zawodników \"zielono-czarnych” okazało się brzemienne w skutki. Po karnych wygrali rywale.
Jednak mimo porażki trener Pogonowski był zadowolony z tego, co pokazali jego podopieczni. - Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie. To my mieliśmy więcej z gry, zabrakło jednak wykończenia. Oczywiście, że pozostaje niedosyt. Jednak to Spomlek był faworytem i widać, że z meczu na mecz gra coraz lepiej - dodał trener \"górników”.
Radości z wywiezienia z Łęcznej trzech punktów nie krył Marcin Chyła, który w ataku zastąpił Łukasza Gizę. - Widać było, że gospodarze się na nas \"nastawili”. Górnik zawiesił wysoko poprzeczkę. Może i wygraliśmy w szczęśliwych okolicznościach, ale zasłużenie. Jak widać nie oglądamy się na nikogo i zmierzamy do pierwszego miejsca - powiedział Marcin Chyła. Napastnik Spomleku zdobył jedyną bramkę we wczorajszym meczu (i już trzynastą w sezonie), chociaż strzelców mogło być więcej. Jednak Rafał Borysiuk trafił w poprzeczkę, a przy \"główce” Damiana Panka bardzo dobrą interwencją popisał się Krzysztof Żukowski. (map)
Bramki: Kapłon (10), Zatorski (27), Ciećko (77).
Tomasovia: Waśkiewicz, Anioł, Bubiłek, Kordas, Kapłon (86 Badura), Wójcik, Szymczak, Raczkiewicz (85 Cybulski), Sikorski (75 Myszkowski), Paszkiewicz, Zatorski (61 Ciećko).
Granica: Fokin, Andrzej Sawiak, Bilewicz, Orzechowski, Jaremko, Uźniak, Leszczyński (83 Machnik), Borodziej, Różycki (46 Adamek), Baran, Dyda (46 Pataki).
Żółte kartki: Wójcik (T) - Uźniak, Adamek (G). Sędziował: Pastusiak (Lublin). Widzów: 800.
Broniąca się przed degradacją Tomasovia przekonująco pokonała sąsiada zza miedzy. Granicy nie pomogło nawet ściągnięcie w trybie alarmowym Nikołaja Fokina, po tym jak za czerwoną kartkę musiał pauzować Piotr Sasim. Trener gospodarzy Jerzy Bojko miał podwójny powód do zadowolenia. Po pierwsze - jego podopieczni odnieśli w tym roku inauguracyjne zwycięstwo, a po drugie - wczoraj świętował swoje imieniny.
Po nieobecność Michała Janeczki (zatrzymały go sprawy osobiste), ciężar rozgrywania akcji wziął na siebie Norbert Raczkiewicz i 19-letni pomocnik udźwignął odpowiedzialność z dużym powodzeniem. Od początku ton wydarzeniom nadawała Tomasovia i już w 10 min Piotr Kapłon pokonał zasłoniętego Fokina. Podwyższył uderzeniem głową Paweł Zatorski, wykorzystując dośrodkowanie dobrze usposobionego Piotra Wójcika. Po przerwie celną główką popisał się rezerwowy Tomasz Ciećko, który w marcu skończył dopiero osiemnastkę. Granica próbowała odgryzać się jedynie strzałami z dystansu Tomasza Leszczyńskiego i Krzysztofa Bilewicza. - Musieliśmy zagrać bez czterech piłkarzy: Poleszaka, Nazarowicz, Stefanika i Nakoulmy - mówi trener z Lubyczy Zbigniew Kuczyński. - Nie mogłem też skorzystać z Sasima. Czy to prawda, że Fokina ściągaliśmy z Turcji? Nie, na taką podróż nie byłoby nas stać. Tym razem wypadliśmy słabiej, nie mieliśmy za wiele do powiedzenia. Oby przynajmniej te punkty dały utrzymanie Tomasovii. (ogor)
Bramki: Basiński (33), Tatysiak (50), Sąsiadek (90).
Lublinianka: Herda - Palica, Łysek (77 Mirowski), Chmielnicki (46 Kaczorowski), Moryc, Pilipczak, Zieliński, Borowski, Szynkaruk (62 Woźniak), Banaszkiewicz (68 Góral), Krupa.
Chełmianka: Bisko - Mazurek, Grzywna, Basiński, Słomka, Wieczorek, Kogut (46 Sąsiadek), Gwardiak, Ruszkiewicz, Tatysiak (74 S. Leśnicki), Fajman (80 Wielgus).
Żółte kartki: Woźniak (L) - Tatysiak (Ch). Sędziował: Kudela (Zamość). Widzów: 300.
Już od siedmiu ligowych spotkań Lublinianka nie może znaleźć patentu na Chełmiankę. Przed szansą przełamania złej passy podopieczni trenera Zbigniewa Grzesiaka stanęli w sobotę, jednak sztuki tej nie dokonali. Gospodarze gładko ulegli Chełmiance 0:3, która za sprawą swoich kibiców mogła czuć się jak w... domu.
Mecz wywołał spore zainteresowanie kibiców \"biało-zielonych”, którzy w licznej grupie pojawili się na stadionie przy ul. Leszczyńskiego. Jeszcze przed meczem zarząd Lublinianki wydał komunikat, w którym poinformował, że liczba biletów na to spotkanie została ograniczona do 300 sztuk. Wywołało to spore oburzenie sympatyków Lublinianki, z których spora część nie została wpuszczona na stadion. Kibice gości okazali się przebieglejsi. Wcześniej pojawili się na trybunach i tym samym wykupili część biletów.
A kto zasiadł na Wieniawie, na brak nudów nie narzekał. Szczególnie za sprawą dobrze grających gości. Podopieczni trenera Stanisława Cybulskiego, dla którego był do powrót na stare śmieci, w każdym elemencie gry byli lepsi od lublinian. Już w 33 minucie na listę strzelców wpisał się Krzysztof Basiński, który strzałem głową pokonał Karola Herdę. Jeszcze przed przerwą rezultat mógł podwyższyć Sławomir Tatysiak, jednak nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Co się odwlecze, to nie uciecze... W 50 min \"Tatys” się już nie pomylił i posłał piłkę do siatki po kapitalnym uderzeniu z woleja. Stracona bramka zupełnie podłamała gospodarzy, którzy nie byli w stanie przeprowadzić praktycznie żadnej groźnej akcji. Usprawiedliwieniem słabej postawy Lublinianki może być fakt, że trener Grzesiak nie mógł skorzystać z Krzysztofa Gralewskiego, Michała Marca i Macieja Sebastianiuka. - Niestety, te osłabienia okazały się za poważne. Zagraliśmy słabo - skwitował po meczu szkoleniowiec gospodarzy.
(map)
Bramki: Kucharski (66), Kopeć (75), Matyjasek (86), Skrzymowski (90).
Orlęta: Stężała - Szlaski, Izdebski, Wryk, Kurek (65 A. Gaj), Ozygała, Pieńkus, Kucharski (65 Matyjasek), Grula (75 A.Gaj), Skrzymowski, Stonio (65 Kopeć).
Unia: Suchodolski - Herbin, Hałucha, Sala, Flisiak, Fulara, Kamiński, Błaszczyński, Przeworski, Maciejewski (80 Bodys), Oleszczuk.
Żółte kartki: Izdebski, Wryk (O) - Błaszczyński, Sala, Przeworski, Flisiak, Kamiński (U). Sędziował: Pawlak (Lublin). Widzów: 300.
Tyle czasu czyste konto zachowuje już Krzysztof Stężała. Bramkarz Orląt Łuków wiosną jeszcze nie skapitulował, a jego drużyna wygrała wszystkie cztery mecze. Tym razem podopieczni trenera Andrzeja Suchodolskiego pokonali Unię Hrubieszów 4:0, mimo że przez ponad godzinę na tablicy utrzymywał się bezbramkowy remis.
Wystarczyło jednak nieporozumienie Roberta Suchodolskiego z Mariuszem Flisiakiem, aby piłkę do pustej bramki skierował Piotr Kucharski. Były piłkarz Motoru zdobywając swojego pierwszego gola w barwach Orląt rozwiązał worek z bramkami. - Po tej stracie zupełnie zeszło z nas powietrze - przyznał po spotkaniu Daniel Maciejewski, napastnik Unii.
I trudno się z tym nie zgodzić, gdyż ostatni kwadrans przyjezdni zagrali bardzo słabo. Strzał w słupek Piotra Fulary to było stanowczo za mało, aby w tym spotkaniu Dariusz Herbin i jego podopieczni mogli liczyć na zdobycz punktową.
- A co mamy robić? Rywale najwyraźniej nie chcą z nami wygrać - komentuje żartem czwarte kolejne zwycięstwo Andrzej Suchodolski, szkoleniowiec łukowian.
- To był mecz do jednej bramki. Może gdybyśmy w pierwszej połowie wykorzystali wszystkie sytuacje skończyłoby się \"dwucyfrówką”... - zastanawiał się trener Suchodolski. (map)
Bramka: Gąbka (63).
Janowianka: Wąsik, Oczkowski (65 Fusiara), Dąbek, Drozd, Piecyk, Dziedzic (80 P. Sobótka), Ryczek (58 S. Brytan), Góreczny, Gąbka (89 Tyra), Kowalik,
Bieńko.
Unia: Rumiński, Wężyk, Malesa, Czępiński, Perduta, Zieliński (78 Sidor), Kamiński (60 Ładniak), Stawowy, D. Pietras, Samolej, Kaczor.
Żółte kartki: Kowalik, Brytan, Tyra (J)
– Kamiński, Malesa (U). Sędziował: Mańka (Lublin). Widzów: 600.
Złotego gola zdobył Brytan, ale tym razem nie ojciec, tylko syn. Trener Janowianki Dariusz Brytan może być dumny. Wprowadził Sebastiana w 58 min, a już pięć minut później przyjmował gratulacje. 17-latek przeprowadził rajd prawą strona boiska i dośrodkował piłkę na długi słupek. Zamykający akcję Piotr Gąbka dopełnił tylko formalności.
Ale wynik mógł być równie dobrze korzystny dla gości, którzy stworzyli kilka dogodnych sytuacji. Jednak Tomasz Kamiński i Krzysztof Kaczor strzelali fatalnie, a Rafała Samolej przegrał dwukrotnie pojedynki z bramkarzem. Unia obsuwa się w dół, jednak nie może być inaczej, jeśli zespół Henryka Kamińskiego w czterech meczach nie zdobywa ani jednego punktu i nie strzela ani jednej bramki...
(ogor)
Komentarze