Polka kosztuje 17 tysięcy
Tyle złotych płacą za \"żywy towar” kupcy z Zachodu. Dlatego dostawców nie brakuje. Zwykle kuszą pracą za granicą: zatrudnię sprzątaczkę, opiekunkę... Na miejscu okazuje się, że chodzi o prostytucję lub niewolniczą pracę na farmie.
- 25.04.2006 21:31
- W samej Szkocji w seksbiznesie pracuje 6 tysięcy kobiet z centralnej i wschodniej Europy. A Szkocja to zaledwie 10 procent kraju - mówi Christopher Thompson z ambasady brytyjskiej w Polsce. Ilu spośród niewolniczek to Polki? Nie wiadomo. - Ale Polacy to ponad połowa imigrantów - dodaje. Wczoraj w Lublinie otwierał ogólnopolską kampanię, która ma uchronić imigrantów przed łapami handlarzy \"żywym towarem”. - Będziemy rozdawać ulotki na dworcach, organizować spotkania w szkołach.
- Bo najbardziej brakuje wiedzy - przyznaje Joanna Garnier z Fundacji La Strada, walczącej z handlem kobietami. Dlatego bardzo często niewolnice, sprzedane do domów publicznych, nie mają dość odwagi, by uciec. Szefowie skutecznie je zastraszają. - Mówią: \"Tu jest dużo cennych rzeczy, powiem policji, którą opłacam, że nas okradasz. Pójdziesz do konsulatu? Przecież ja mam twój paszport, wyrzucą cię za drzwi”. I to, niestety, działa.
Niektórzy milczą ze wstydu. Bo przed wyjazdem zapowiadali, że przywiozą górę pieniędzy. I nie przechodzi im przez gardło, że zostali oszukani.
Brytyjska kampania nieprzypadkowo rozpoczęła się w Lublinie. Stąd blisko jest na Ukrainę, która jest wręcz \"kopalnią” prostytutek. Powodów jest więcej. - Na Lubelszczyźnie żyje wielu młodych ludzi. Nie są zamożni, więc praca za granicą ich kusi - mówi Grzegorz Jawor, zastępca prezydenta miasta. Zamawia już dodatkowe ulotki, które wyśle do wszystkich lubelskich szkół średnich. A nie wszystkie dostrzegają problem.
- Dyrektorka jednego z waszych liceów powiedziała mi, że problem handlu kobietami nie dotyczy jej szkoły. Bo u niej się uczą porządni ludzie - mówi Garnier.
Odkąd jesteśmy w Unii Europejskiej, do Wielkiej Brytanii wyjechało już 220 tys. Polaków. Wiele osób jedzie \"w ciemno”, z kilkoma funtami w kieszeni. A to oznacza początek kłopotów. •
• Wielka Brytania: żonkile i kapusta.
Około 70 osób z Lubelszczyzny padło ofiarą oszustów z Kornwalii. Mieli pracować na farmie. Pośrednik ciągle mnożył żądania. Chciał setek funtów za wyjazd, pobyt, załatwienie pracy, ubezpieczenie, \"podatek”, dojazdy na pole. Polacy nie mieli pieniędzy, więc musieli odpracowywać dług. I tak w kółko.
Dziewczyna dostała propozycję pracy w Anglii - miała się opiekować dziećmi. Od lat znała panią Ewę, która jej pracę zaproponowała, i wiedziała, że jej szwagierka mieszka w Londynie. Sylwia pożyczyła pieniądze na podróż i wyjechała. Szwagierka pani Ewy była bardzo sympatyczna, ale uśmiała się, kiedy Sylwia zapytała o dzieci - ile i w jakim wieku...
Okazało się, że Sylwia ma być wożona do klientów \"na godziny”. Czuła się okropnie, kiedy jechała do pierwszego klienta. Po powrocie powiedziała, że się brzydzi i chce wracać do domu. Dostała w twarz. Szwagierka pani Ewy powiedziała, że jak Sylwia wypije kielicha, będzie jej łatwiej.
Rzeczywiście, alkohol znieczulił Sylwię i klienci nie wydawali się tacy obleśni...
Źródło: La Strada
Reklama













Komentarze