Interes nie wypalił, rudera została
Budynek przy ul. Glinianej od ponad roku straszy mieszkańców. I zagraża dzieciom, które bawią się na pobliskim placu zabaw. Po naszej interwencji sprawą ma się zająć Straż Miejska. Jeśli znajdzie właściciela nieruchomości.
- 15.05.2006 21:09
Przez lata w lokalu przy ul. Glinianej 11a mieścił się zakład stolarski. Po śmierci właściciela interes przejął jego syn. I urządził w budynku sklep. Na ten cel wziął kredyt. Biznes się jednak nie udał, sprzedawca zbankrutował, a sklep przejął bank.
Tyle że od ponad roku do nieruchomości nie przyznaje się ani wcześniejszy właściciel, ani bank. Tymczasem budynek popadł w ruinę. - Ciągle demolują go miejscowi chuligani - mówią lokatorzy z okolicznych domów. - Powybijali szyby, zniszczyli wnętrza. A dwa razy nawet go podpalili.
Mieszkańcy ul. Glinianej są oburzeni. - To skandal, żeby taka rudera stała w środku miasta - bulwersuje się Adam Maliszewski. - W budynku zbierają się szumowiny z całego osiedla. Piją i rozrabiają do późnych godzin nocnych. A my musimy cierpieć.
- Najbardziej boimy się o dzieci, które bawią się na sąsiadującym z ruiną placu zabaw - dodaje Kazimierz Krupiński, inny z sąsiadów. - W każdej chwili może im się coś stać. Bo budynek nie jest zabezpieczony i każdy może do niego wejść.
Mieszkańcy twierdzą, że już wiele razy dzwonili na policję i Straż Miejską. - Ale nikt się tym nawet nie zainteresował - dodają rozżaleni.
- Sprawdziliśmy. Nie było ani jednego zgłoszenia - odpowiada Robert Gogola, rzecznik lubelskiej straży. - Ale zajmiemy się sprawą natychmiast. W najbliższych dniach nasi funkcjonariusze ustalą, kto zarządza tym obiektem. Spróbujemy dotrzeć do poprzedniego właściciela i do banku, w którym wziął kredyt.
Gogola zapewnia, że rudera przestanie stwarzać zagrożenie dla mieszkańców. - Zobowiążemy właściciela do odpowiedniego zabezpieczenia budynku - tłumaczy. - Chodzi przede wszystkim o to, żeby nikt postronny nie mógł do niego wejść. Szczególnie mamy na względzie dzieci, które przebywają na sąsiednim placu. •
Reklama
Komentarze