Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Niecodzienny finał wyprawy do kościoła

Puszek nabroił, panią skazali Anna Socha, sołtyska Kolonii Żuków (powiat lubelski), pozwoliła odpocząć w swym domu staruszce, która zmęczyła się w drodze do kościoła. Na staruszkę zdenerwował się piesek i dziabnął ją w nogę. Teraz Socha musi za to płacić odszkodowanie.
Puszek ma niecałe 2 lata i około 40 centymetrów wzrostu. Jest chory na kręgosłup, bierze środki przeciwbólowe. W październikowe południe siedział spokojnie w kącie. Domownicy szykowali obiad. Nagle do sieni weszła starsza kobieta. Pani Leokadia szła do kościoła z sąsiedniej wsi. Zmęczyła się drogą i zmarzła. Dlatego postanowiła wejść do domu Sochów. – Siedziała u nas ponad godzinę – mówi Anna Socha. – Nikt jej nie wyganiał. Aż w końcu teściowa sama zaczęła się szykować do wyjścia na mszę. Widząc to starsza kobieta zerwała się tak niefortunnie, że nadepnęła psu na ogon. Puszek dziabnął ją za to w nogę. Gospodyni domu chciała kobiecie opatrzyć ranę i zawieźć na pogotowie, ale staruszka nie dała się dotknąć. Zażądała za to, by wezwać wnuczkę i jej męża. Kilka tygodni później sołtyska dostała wezwanie do Sądu Grodzkiego w Bychawie. Za nieupilnowanie psa, czyli wykroczenie, Anna Socha dostała naganę sądu. Skazujący wyrok w takich sprawach jest podstawą do pozwu o odszkodowanie. Ten fakt wykorzystał mąż wnuczki staruszki. Wystąpił do sądu o zapłatę 1230 zł na rzecz staruszki. 95 zł – to koszt paliwa związanego z dowozem staruszki do szpitala w celu założenia szwów i późniejszych wizyty lekarskie; 99 zł – koszt zniszczonego obuwia; 36 zł – zniszczone rajstopy i skarpety, koszt antybiotyków i opatrunków; 1000 zł – zadośćuczynienie za ból i doznaną krzywdę – wyliczał w pozwie. – Jak można pozwać kogoś, kto chciał tylko zrobić przysługę – denerwuje się teściowa Sochy. – Przecież widziałam, jak to się stało. Ta kobieta nadepnęła psa. To nieszczęście z niczyjej winy. Nawet po tym dziabnięciu noga nie krwawiła. A tu człowieka po sądach ganiają. – Mogę przysiąc, że nic temu psu nie zrobiłam – zarzeka się pani Leokadia. – Szwy mi zakładali, potem zdejmowali. A mąż wnuczki woził mnie tylko po lekarzach. Widocznie należy mu się za to jakaś zapłata. W ubiegłym tygodniu Socha zgodziła się na ugodę w sądzie. Ale teraz tego żałuje. – Nie czuję się winna, ale zostałam do tej ugody zmuszona – mówi. – Sędzia straszył, że jeśli nie zgodzę się polubownie, to zapłacę większą karę. Będę wnosić o przeprowadzenie normalnego procesu.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama