Prywaciarzowi płacić nie będziemy
Nikt nie będzie nami handlował! – oburzają się właściciele busów w Kraśniku. Nie podoba im się, że PKS sprzedał przystanek prywatnemu przedsiębiorcy. Wolą płacić więcej, byle do państwowej kasy.
- 21.05.2006 20:39
Plac przy dworcu głównym, gdzie znajduje się przystanek busów, kraśnicki PKS wystawił na przetarg. Cena czteroarowej działki to 200 tys. złotych. Nabywca wpłacił już wadium – 20 tys. złotych. Jednak kraśniccy busiarze zapowiedzieli, że nie podpiszą umów z nowym właścicielem. Dlaczego? Nie podoba im się, że ktoś kupił działkę razem z prowadzonym tam interesem.
– Zostaliśmy przehandlowani razem z placem. Co to za praktyki! – nie kryje oburzenia jeden z przewoźników.
Postawy busiarzy nie rozumie ani kierownictwo kraśnickiego PKS, ani nowy właściciel działki.
– Nawet się nie znamy się, a oni nie chcą ze mną rozmawiać. Mówią, że nie będą płacić prywaciarzowi. A oni to niby kim są? – denerwuje się Jerzy Barszcz, przedsiębiorca z Kraśnika i nowy właściciel placu. – Nic z tego nie rozumiem. Przecież gwarantuję niższą cenę i deklaruję, że nie wpuszczę więcej przewoźników – dodaje.
Barszcz złożył już przewoźnikom swoją ofertę. Za każdy wjazd busa liczy sobie 1 zł 22 gr. Cena nie zmieni się przez trzy lata. Potem stawka wrośnie o 20 groszy. Dziś busiarze płacą więcej – 1 zł 70 gr.
– Kompletnie tego nie rozumiem. Jest szereg argumentów za i żadnego przeciw dla takiego rozwiązania – dziwi się Waldemar Toporowski, zarządca komisaryczny w kraśnickim PKS.
Tymczasem busiarze szukają innego miejsca na przystanek. Chcieli zatrzymywać się przy ul. Jagiellońskiej, ale nie zgodziło się na to Starostwo Powiatowe w Kraśniku. Teraz wystąpili do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad z prośbą o zlokalizowanie przystanku przy ul. Narutowicza.
– O to samo pytał już pan Barszcz. Wydaliśmy opinię negatywną. To miejsce na przystanek się nie nadaje. Za duży byłby ruch samochodów i pieszych. Ale ostateczna decyzja należy do oddziału w Lublinie – mówi Henryk Wereski z GDDKiA.
Na razie rozmowy stanęły w miejscu. Jeżeli przewoźnicy nie porozumieją się nowym nabywcą, straci on wadium. – Planowałem, że będzie tu przystanek. Do niczego innego ten plac się nie nadaje. Wolę stracić 20 tys. niż bez sensu zainwestować dziesięć razy tyle – stwierdza Barszcz.
Reklama













Komentarze