Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Chciał puścić klasztor z dymem

Połamał drewniany krzyżyk i wypalił zapalniczką oczy w figurce Matki Boskiej. Na suficie wysmalił hitlerowską swastykę, a na koniec wzniecił ogień w klasztorze ojców Bernardynów w Radecznicy. Teraz Pawłowi B. za to, co zrobił, grozi do 10 lat więzienia.
Akt oskarżenia wpłynął właśnie do Sądu Rejonowego w Zamościu, a do zdarzenia doszło 6 kwietnia br. Podchmielony 27-latek nie miał w kieszeni grosza, a dalej chciało mu się pić. Poszedł do zakonników i poprosił przełożonego klasztoru o 15 zł. Mówił, że na chleb. - Powiedziałem, że możemy go nakarmić - wspomina ojciec Sylwester. Mężczyzna z oferty nie skorzystał, ale postanowił się wyspowiadać. Czuć było od niego alkohol, dlatego zakonnik zaproponował, aby przyszedł na drugi dzień. I na tym się skończyło. Paweł B. poszedł do domu, ojciec Sylwester do kościoła, gdzie z parafianami ćwiczył czytanie Męki Pańskiej. Dobrze, że ktoś w porę zauważył dym. Paliło się główne wejście do klasztoru. Sprawca zerwał ze ściany kartkę, włożył ją pod stacjonarny telefon i podpalił. Od ognia zajęła się sosnowa boazeria na ścianie i okiennica. Na podłodze leżał pogruchotany krzyżyk. Pożar udało się opanować. Straty oszacowano na 500 zł. Ale to nie koniec. Gdy zakonnicy przedarli się przez duszący dym na półpiętro, stanęli jak wryci: Matka Boska na figurce miała wypalone oczy, na suficie dostrzegli swastykę. Policjanci szybko zatrzymali mieszkającego niedaleko Pawła B. Miał 1,81 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Przyznał się do podpalenia, ale odmówił składania wyjaśnień. - Mężczyzna został oskarżony o wzniecenie pożaru w zabytkowych pomieszczeniach klasztoru, który zagrażał mieniu w wielkich rozmiarach - informuje Robert Przybysz, zastępca prokuratora rejonowego w Zamościu. Grozi za to od 1 do 10 lat pozbawienia wolności. 27-latek nie odpowie przed sądem za obrazę uczuć religijnych i propagowanie faszyzmu, bo nie dopuścił się tych czynów w miejscu publicznym, np. w kościele, lecz na plebanii klasztoru. Ojcowie bernardyni dawno już mu wybaczyli. Na pobłażliwe działanie sądu oskarżony raczej nie ma co liczyć. •

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama