Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

To był włoski horror

Polska i włoska policja rozbiły gang handlarzy ludźmi. W obu krajach - m.in. w naszym regionie, policjanci zatrzymali wczoraj 25 osób. A z obozów pracy we Włoszech uwolnili 113 więzionych tam Polaków. Wśród poszkodowanych są mieszkańcy Lubelszczyzny.
- To mogą być dziesiątki, a może nawet setki osób z woj. lubelskiego - mówi podinsp. Zbigniew Matwiej z Komendy Głównej Policji w Warszawie. - Cały czas przesłuchujemy kolejnych pokrzywdzonych. W ciągu dwóch lat ofiarami tego procederu mogło być ponad tysiąc Polaków z całego kraju. Karabinierzy uwolnili naszych rodaków, zmuszanych do niewolniczej pracy w okolicach Bari i Foggi w regionie Apulia. Zatrzymali też 16 przestępców - organizatorów procederu. W tym samym czasie polscy policjanci zatrzymali 9 osób w województwach: podkarpackim, małopolskim, śląskim i lubelskim. - Nie możemy zdradzić, ilu ludzi i w jakich miejscowościach Lubelszczyzny zatrzymaliśmy - mówi Matwiej. - To bardzo ważne informacje dla dalszego śledztwa. W Polsce gangsterzy werbowali ludzi za pośrednictwem ogłoszeń w prasie. Szukali chętnych do prac sezonowych przy uprawie owoców i warzyw we Włoszech. Obiecywali 5-6 euro za godzinę. Załatwienie zatrudnienia kosztowało werbowanego od 500 do 900 zł. Musiał też pokryć koszty podróży. We Włoszech Polaków przejmowali szefowie firm świadczących usługi dla okolicznych plantatorów - trzej Polacy, dwaj Ukraińcy i Algierczyk. - Polaków kwaterowano w barakach, w podłych warunkach sanitarnych - wyjaśnia Marek Bieńkowski, komendant główny policji. - Płacono im 1 euro na godzinę. Ale sami musieli opłacać koszty noclegów oraz wyżywienia i wpadali w celowo stworzoną spiralę długów. Robotnicy nie mieli bieżącej wody. Pilnowali ich ukraińscy, włoscy i polscy strażnicy, tzw. kapo. Opór tłumili biciem, szczuciem psami i grożeniem bronią palną. - Udokumentowano przypadki zmuszania do prostytucji. Wiemy, że gwałcono kobiety, sprzeciwiające się terrorowi - mówi Bieńkowski. - Kilka osób popełniło samobójstwo. Niewykluczone, że mogło też dojść do śmierci z wycieńczenia oraz zabójstw. Kilkanaście z uwolnionych osób zdecydowało się na powrót do kraju, reszta chce zostać i szukać nowej pracy. Przestępcy odpowiedzą za handel ludźmi, pozbawianie wolności, stosowanie przemocy oraz gróźb. Pomoże tajne hasło Przed wyjazdem do zagranicznej pracy warto umówić się z rodziną albo znajomymi, którzy zostają w Polsce, na tajny znak - radzi Renata Laszczka-Rusek z lubelskiej policji. - Chodzi o słowo, które dla obu stron będzie jednoznacznym komunikatem, że osoba za granicą ma kłopoty. Wtedy, nawet pod nadzorem oprawcy, w rozmowie telefonicznej będzie można \"przemycić” do bliskich jasny sygnał.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama