Co tam słychać w Waszej szkole?
Odwiedziliśmy jedną z puławskich szkół. Na początek wybraliśmy po sąsiedzku - \"dwójkę”, ale chcemy odwiedzić także wszystkie inne szkoły. Pokażemy jeden dzień z życia Waszej szkoły. Chcemy przedstawić Czytelnikom najpilniejszych, najzdolniejszych, najśmieszniejszych uczniów.
- 28.09.2006 15:18
Chętnie pokażemy też klasowych łobuziaków i wybitnych sportowców. Opiszemy wszystko, co tylko warte opisania, a nawet więcej... Sprawdzimy, co w naszych szkołach piszczy!
Dlatego jeżeli chcecie nas do siebie zaprosić, czekamy na Wasze telefony (081) 887-96-10 lub e-maile buczkowski@dziennikwschodni.pl. Możecie też przychodzić osobiście do naszej redakcji - na ul. PCK 9. Pokażcie, że Wasza szkoła jest nie tylko miejscem, gdzie wszyscy pilnie się uczą. Pokażcie, że umiecie spojrzeć na swoją szkołę z przymrużeniem oka.
IV a ma lekcję polskiego. Dziś powtórka z ortografii. Nie będzie jednak zwyczajnego wkuwania słówek i regułek. Uczniowie mają szansę wykazać się inwencją. Najpierw zapisują
do zeszytu nazwy owoców i warzyw, które nauczycielka - Justyna Kuc - zdobywała z samego rana na targu. - Proszę panią, a co to jest? - pyta Bożenka wskazując na żurawinę. Oprócz właściwej odpowiedzi, koledzy podpowiadali też, że mogą to być również korale lub jarzębina. Jak widać, nie tylko trudno jest napisać słowo żurawina, ale także zgadnąć, że właśnie o nią chodzi. Następnie dzieci dopisują części garderoby, które może na siebie włożyć narysowana na tablicy dziewczynka. Warunkiem jest ich trudność w pisowni. Po kolei padają: sukienka, spódnica, gumowce, koszulka, okulary, bluzka i kurtka. Nagle do odpowiedzi wyrywa się Darek. - Stanik! - rzuca głośno i w tym samym momencie cała klasa wybucha śmiechem. - Ależ Darku, ta część garderoby nie ma w sobie żadnej trudności w pisaniu - strofuje chłopca nauczycielka.
(imiona dzieci zostały zmienione)
Te słowa Zofia Wójtowicz słyszy codziennie nawet kilkadziesiąt razy. Podobno teraz dzieci nie chcą jeść nic innego jak tylko chipsy, cukierki i inne słodycze. - Kiedyś miałam też drożdżówki i inne zdrowsze przekąski, ale nic nie schodziło, więc z tego zrezygnowałam - mówi pani Zofia, która szkolny sklepik prowadzi już od 8 lat. Co cieszy się niezmiennym powodzeniem dzieci? - Oranżadki w proszku. Ich wcale nie rozpuszcza się w wodzie tylko zjada palcem albo wsypuje na język - śmieje się kobieta. A inne nietypowe produkty wybierane przez dzieci? - Zegarek! Ale nie taki zwykły, tylko na gumce i zrobiony z cukierków pudrowych, które można pogryzać.
Ale ze sklepiku korzystają nie tylko uczniowie, lecz także nauczyciele. - Lubią do kawy wziąć sobie batonika albo jakieś ciasteczka - zdradza pani Zofia.
Reklama













Komentarze