Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Podrobione dokumenty to jej specjalność

Pracowniczka kazimierskiego Urzędu Miasta została skazana za wyłudzenie kredytu. Pomóc jej w tym mogło zaświadczenie wystawione przez innego urzędnika, a podpisane przez samego burmistrza Kazimierza. Mimo że wyrok zapadł, urzędniczka wciąż pracuje w magistracie. Małgorzata M. została oskarżona o to, że wraz ze swoim mężem i ich znajomą, która podrobiła mu zaświadczenie o pracy, wyłudziła kredyt bankowy w wysokości 180 tys. zł z Banku Spółdzielczego w Kazimierzu. Sprawą zajęła się prokuratura, kiedy okazało się, że kredytu nie ma kto spłacać. Pod koniec sierpnia przez puławskim Sądem Rejonowym zapadł wyrok skazujący Małgorzatę M. i jej męża Janusza M. na kary roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. – Katarzyna G., która wystawiła zaświadczenie o pracy Januszowi M., została skazana na pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata – informuje sędzia Mirosław Brzozowski, przewodniczący Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Puławach. Mimo wyroku Małgorzata M. dalej pracuje w Urzędzie Miasta w Kazimierzu. Została jedynie przeniesiona z jednego stanowiska na drugie. – Wyrok jest nieprawomocny, a dopóki go nie będzie, nie zamierzamy podejmować innych działań wobec naszej pracownicy – mówi Maciej Żurawiecki, zastępca burmistrza Kazimierza. W całej sprawie ciekawy jest jeszcze jeden wątek, zupełnie pominięty przez prokuraturę. Otóż nie tylko Janusz M. posługiwał się sfałszowanym dokumentem pomocnym w uzyskaniu kredytu. Małgorzata M. we wrześniu 2004 r. dostała ze swojego miejsca pracy zaświadczenie o zatrudnieniu i wysokości wynagrodzenia. Według tego dokumentu, kobieta pracowała w Urzędzie Miasta od 1989 r., kiedy rzeczywiście została w nim zatrudniona dopiero w 1998 r. Dokument oprócz wystawiającej go urzędniczki, podpisała też skarbniczka gminy oraz burmistrz Andrzej Szczypa. Następnie dyrekcji Banku Spółdzielczego w Kazimierzu przedstawiła go sama Małgorzata M. Urząd Miasta wystawienie dokumentu tłumaczy „czeskim błędem”. – Ta pomyłka nie miała żadnego znaczenia – tłumaczy burmistrz Żurawiecki. Do tej wersji przychyliła się też puławska prokuratura. – Z naszych informacji nie wynika, żeby ktoś zrobił to celowo. Ale jeśli tak rzeczywiście było, to sprawa zostanie podjęta na nowo – zapowiada prokurator Ziemowit Sułek z Prokuratury Rejonowej w Puławach.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama