Jesteśmy skazani na gnijący kalafior
To nieprawda, że z fetorem na osiedlu Wojska Polskiego nie można się uporać. Rozwiązań jest wiele, tylko brakuje dobrej woli – twierdzi nasz Czytelnik. Swoje pomysły przedstawił Chłodni „Mors” i Przedsiębiorstwu Gospodarki Komunalnej. Odszedł z kwitkiem.
- 28.09.2006 16:53
Wiesław Skubisz jest inżynierem sanitarnym i pasjonuje się – jak tłumaczy – „podziemnym życiem miejskich rur”. Ma firmę, która zajmuje się projektowaniem oczyszczalni ścieków i kanalizacji. Tydzień temu przeczytał w Dzienniku Wschodnim artykuł „Mors śmierdzi kalafiorem”. Zareagował natychmiast. – Mieszkańcy osiedla skarżą się, że fetor unoszący się ze studzienek kanalizacyjnych uprzykrza im życie – mówi. – Tymczasem szefowie PGK i Chłodni „Mors”, twierdzą, że śmierdzieć musi, bo... nie da się nic w tej sprawie zrobić. To niepoważne. Fetorowi da się zaradzić i to na wiele sposobów.
Na osiedlu Wojska Polskiego brzydko pachnie każdej jesieni. Zapach przypomina gnijącą kapustę. Mieszkańcy okolicznych bloków o tę uciążliwość oskarżają m.in. oczyszczalnię ścieków i zakłady przemysłowe. Franciszek Josik, prezes PGK w Zamościu zapewnia, że smród emituje Chłodnia „Mors”, która wlewa do kanałów ścieki po przeróbce kalafiorów. Jan Świst, prezes chłodni temu nie zaprzecza, ale twierdzi, że winowajcą smrodu jest niedrożna kanalizacja, a jego zakład spełnia wszystkie normy. – Takie odbijanie piłeczki trwa od lat i końca nie widać – złości się Skubisz. – Wygląda na to, że władze PGKu nawet nie próbują rozpoznać problemu i go rozwiązać. Tak nie może być.
Skubisz mówi, że wie dlaczego śmierdzi. Podziemna rura, którą płyną nieczystości na Wojska Polskiego, ma bardzo dużą średnicę. W latach 80. płynęły tamtędy ścieki m.in. z mleczarni, zakładów mięsnych i meblowych. Prędkość przepływu była duża (ok. 0,6 m na sekundę). Dlatego nie odkładały się zastoiny. – Teraz zakłady pozamykano i ścieki do kanału wpuszcza głównie „Mors” – tłumaczy Skubisz. – Płyną wolno, gniją i osadzają się na rurach. Stąd fetor. Jak to rozwiązać? Można np. wykonać specjalny rurociąg dla chłodni lub na kilku odcinkach, w miejscach zastoin. Są też metody powietrzne itd. Problem da się rozwiązać, tyle, że PGK nie próbuje tego zrobić, a inni nie mogą. Ta spółka to miejski monopolista.
Skubisz był już w sprawie smrodu w „Morsie” i PGK. Jego rozwiązania nikogo nie zainteresowały, bo są podobno zbyt kosztowne. – Ale tak naprawdę nikt tego nie oszacował – dziwi się Skubisz. – Jeśli zlikwidowanie smrodu przerasta PGK, to miasto powinno ogłosić przetarg na realizację tej inwestycji.
Co na to władze Zamościa? – Zainteresujemy się pomysłami tego przedsiębiorcy – zapewnia Tomasz Kossowski, sekretarz zamojskiego UM. – Na Wojska Polskiego rzeczywiście brzydko pachnie i trzeba coś z tym zrobić.
Reklama
Komentarze