Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Bitwa o ciała

Firmy pogrzebowe walczą o duże pieniądze, które można zarobić na zmarłych w szpitalu przy al. Kraśnickiej
Kilka firm pogrzebowych oskarża dyrekcję Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy al. Kraśnickiej o ustawienie przetargu na odbiór i przechowanie zwłok pod Zakład Pogrzebowy \"Styks”. Wygrana w dzisiejszym przetargu oznacza nawet 100 tys. zł zysku na miesiąc. W szpitalu przy al. Kraśnickiej miesięcznie umiera od 50 do 100 pacjentów. - Na pochówku jednego ciała można zarobić na czysto średnio tysiąc złotych - mówi Marta Woźny, współwłaścicielka firmy pogrzebowej \"Animus”. - O przetargu dowiedzieliśmy się pocztą pantoflową w piątek. Nie było ogłoszenia w internecie. Pojawiło się po naszej interwencji. Właściciele kilku firm pogrzebowych twierdzą, że specyfikacja przetargu jest ułożona pod jedną firmę: \"Styks”. - Bo własną chłodnię na terenie Lublina oraz co najmniej 12 stanowisk do przechowywania zwłok ma tylko \"Styks” - mówi Grzegorz Woźny, właściciel zakładu pogrzebowego \"Woźny”. Anna Zmysłowska, dyrektor ds. medycznych szpitala przy al. Kraśnickiej zaprzecza. - Warunki przetargu są logiczne dla szpitala - argumentuje. - Firma musi mieć odpowiednio dużo stanowisk na zwłoki, bo szpital jest duży. A chłodnia na terenie Lublina? Przecież rodzina nie będzie jeździć gdzieś poza Lublin. Firmy podnoszą jeszcze jedno: po co w ogóle przetarg skoro od Nowego Roku wchodzą nowe przepisy przerzucające na szpital obowiązek zajęcia się zwłokami. To pracownicy szpitalni będą przechowywać ciała w szpitalnych chłodniach, a potem wydawać je rodzinie i firmie wybranej przez rodzinę. Do tej pory zajmowały się tym firmy pogrzebowe dzierżawiące szpitalne chłodnie. - Szpital przy Kraśnickiej ma dużą chłodnię, sam więc może sobie poradzić - zauważa Woźny. Zarzut o bezcelowości przetargu w świetle nowych przepisów dyr. Zmysłowska podważa. - Do tej pory naszą chłodnię dzierżawił \"Styks”, a jego pracownicy zajmowali się zwłokami - mówi. - Po Nowym Roku ktoś nadal musi naszą chłodnię prowadzić i zajmować się zwłokami. Nie mamy do tego celu pracowników. A przepisy nie mówią, że nie może tego robić firma zewnętrzna. Zwłoki przechowa \"Styks”, a potem rodzina zadecyduje, której firmie zleci pogrzeb. - Jak rodzina pojedzie na Majdanek, żeby odebrać zwłoki z chłodni \"Styksu”, wiadomo, że zdecyduje się na pochówek w tej firmie. To wszystko brzydko pachnie - komentują inne firmy. Z właścicielami \"Styksu” nie udało nam się skontaktować. Do sprawy wrócimy jutro.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama