Pieczone gołąbki na rzepakowym szlaku
Zamojszczyzna to kraina olejem i miodem płynąca. Zwłaszcza podczas zakończonego wczoraj Festiwalu Produktu Lokalnego
- 29.04.2007 17:30
Wystarczy mieć trochę oleju w głowie, obsiane pola, maszyny przemysłowe pamiętające arcyksięcia Ferdynanda i już można rozkręcać biznes. Na Zamojszczyźnie powstaje niezwykłe ekomuzeum pod chmurką.
- Nasz region jest stworzony do produkcji oleju - zapewnia Tomasz Kostrubiec, szef olejowego stowarzyszenia z Ruszowa (gm. Łabunie), z wykształcenia inżynier-mechanik maszyn przemysłu rolniczego. - Mamy dobre gleby bielicowe i brunatne, doskonałe nasłonecznienie oraz specyficzny mikroklimat. Okres wegetacyjny roślin trwa nawet 214 dni! To sprawia, że olej ma unikatowy smak i powodzenie u smakoszy. Grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
Zamojscy rolnicy produkowali olej od wieków. Przed ostatnią wojną słynne były m.in. olejarnie w Dzierążni i Krynicach. Gęsty i złocisty płyn, który tam wytwarzano sprzedawany był na okolicznych targach przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą (dlatego olej zwano świątecznym). Słynął z niezwykłego smaku. Tomaszowi Kostrubcowi udało go odtworzyć. Uruchomił stary młyn walcowy, piec obrotowy oraz wielką prasę. To był strzał w dziesiątkę. Wytwarzany tam olej świąteczny zyskał uznanie i został w 2005 r. wpisany na listę produktów tradycyjnych. Teraz w swoim gospodarstwie tworzy olejowe muzeum. Założył także stowarzyszenie miłośników \"złocistego płynu”, które już skupia 15 członków. - To dopiero wstęp do wielkiego, regionalnego ekomuzeum - zapewnia Kostrubiec. - Za kilka tygodni między Zamościem a Tomaszowem Lub. ruszy szlak turystyczny, na którym znajdą się gospodarstwa agroturystyczne oferujące turystom m.in. smażone gołąbki oraz... pola obsiane rzepakiem. Ubrani w regionalne stroje będziemy turystom objaśniać tajniki produkcji oleju oraz m.in. opowiadać legendy i baśnie.
Kostrubiec prezentował wczoraj swoją olejarnię na Rynku Wielkim w Zamościu. W weekend odbywał się tutaj Festiwal Produktu Lokalnego. Swoje kramy wystawiło kilkudziesięciu producentów, głównie z woj. lubelskiego. Można było spróbować swojskich kiełbas, razowego chleba oraz dziesiątki rodzajów ciast i miodów. Swoje wyroby prezentowali także rzeźbiarze (m.in. Józef Kurzyński ze Zwierzyńca). Obok, w Ratuszu odbywała się naukowa konferencja pt. \"Korzenie i Skrzydła”. Dyskutowano m.in. ginących zawodach i produktach lokalnych.
- Coś się w naszej mentalności ruszyło - raduje się Irena Śliczniak z Mokregolipia, sprzedająca na Rynku Wielkim miody z rodzinnej pasieki. - Ludzie wracają do swoich korzeni. A turystyka to jedyna szansa na rozwój regionu.
Reklama
Komentarze