Reklama
Posprzątali przetarg
Kolejny dziwny przetarg w Urzędzie Miasta. Tym razem chodzi o obsługę pojemników na niebezpieczne odpady.
- 14.06.2007 18:35
Wystartowały tylko dwie firmy, które złożyły uzupełniające się oferty. Dzięki temu zgarnęły całą kasę, jaką miasto mogło na to wydać. Co do grosza.
Przetarg został ogłoszony na początku kwietnia. Miasto szukało firm, które będą ustawiać na osiedlach należące do miasta specjalne pojemniki na niebezpieczne odpady, później opróżnią je i wywiozą ich zawartość do utylizacji. Chodzi o takie śmieci, jak zużyte świetlówki, baterie czy opakowania po lekach, farbach i lakierach.
Urzędnicy podzielili miasto na dwie połowy. Rejon I obejmował północno-wschodnią część Lublina, rejon II pozostałe dzielnice. Na rejon I magistrat mógł wydać maksymalnie 243 104 zł, na rejon II - 175 993,60 zł.
Swoje oferty złożyły dwie firmy. Kom-Eko starało się o zlecenie na rejon pierwszy, żądając dokładnie takiej kwoty, jaką miasto maksymalnie mogło wydać. I to co do grosza. Tak samo postąpiła spółka MPO Sita, starająca się o umowę na rejon II. Między obiema firmami nie doszło do żadnej konkurencji cenowej. - Może to sugerować, że oba przedsiębiorstwa się umówiły: \"wy bierzecie to, my bierzemy tamto” - komentuje Kamil Zinczuk radny miejski z klubu Lewica i Demokraci.
- Na pewno nie było takiej umowy, przecież to dla nas konkurencja - zapewnia Wojciech Lutek, prezes Kom-Eko.
- Nie wiem, skąd takie podejrzenia - wtóruje mu Andrzej Pietrkiewicz z MPO Sita. - A skąd wzięła się taka, a nie inna kwota w naszej ofercie? To samo zadanie wykonywaliśmy już rok wcześniej i mniej więcej orientujemy się w cenach.
Urzędnicy nie widzą w tym nic podejrzanego. - Może mnie to i dziwi. Ale co z tego? Podstaw do unieważnienia przetargu nie ma - mówi Tomasz Radzikowski, zastępca dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska zarządzającego kontenerami na groźne odpady.
Reklama
Komentarze