Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Oddali, co wyciągnęli od podatników

Lubelska radna zrezygnowała z pieniędzy, jakie wzięła za pracę w komisji, w której nie uczestniczyła. Jej kolega przekazał nienależną mu kwotę na cel charytatywny.
Historię czerwcowej komisji budżetowo-ekonomicznej opisaliśmy dwa tygodnie temu. Dwójce miejskich radnych naliczono po 82 złote za udział w komisji budżetowo-ekonomicznej. Elżbieta Dados (Lewica i Demokraci) podpisała listę obecności, choć przyznała, że na posiedzeniu wcale jej nie było. Sylwester Tułajew (PiS) przyszedł na sam koniec obrad. Mimo to złożył dwa autografy: na rozpoczęcie i zakończenie posiedzenia. - Całą kwotę już przekazałem siostrom urszulankom prowadzącym świetlicę środowiskową dla dzieci \"Przystań” - mówi Tułajew. - Dostaliśmy te pieniądze - potwierdza siostra Ewa Niedźwiecka, przełożona Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego w Lublinie. Rozwiązana jest też sprawa diety radnej Dados. Dopiero po naszym telefonie Magdalena Gąsior-Marek, przewodnicząca komisji obiecała, że poprosi przewodniczącego Rady Miasta o potrącenie części diety Elżbiecie Dados. Radna na to przystała. Jacek Zarębski, dyrektor Biura Rady Miasta, poinformował nas, że Dados sama zażądała potrącenia 82 złotych. Radni usprawiedliwiają nieobecność u przewodniczących komisji. Pieniądze za nieobecności mogą dostać tylko wtedy, gdy były one spowodowane \"wykonywaniem obowiązków w sprawach związanych z funkcją pełnioną w samorządzie terytorialnym”. Tymczasem Dados (z zawodu nauczycielka) była w tym czasie na radzie pedagogicznej, a Tułajew najpierw uczestniczył w otwarciu centrum handlowego, potem miał rozmawiać z mieszkańcem Czechowa o budowie chodnika. Przewodnicząca komisji M. Gąsior-Marek nie potrafiła nam wyjaśnić, dlaczego podpisy Dados i Tułajewa znalazły się na początku i zakończeniu obrad. (rp)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama