Daniel Koczon powiedział przed wyjazdem do Turka, że Motor może pokusić się o wygraną, ponieważ w tym sezonie już potrafił podnosić się po dwóch porażkach.
Artur Toruń
04.11.2007 23:12
Słowa czołowego snajpera II ligi sprawdziły się wczoraj. Po emocjonującym meczu lubelska drużyna pokonała Tura 3:2.
Chociaż kalendarzowa jesień jest w pełni, drugoligowcy kontynuują rywalizację, rozgrywając awansem mecze rewanżowe. Pierwsze \"wiosenne” spotkanie okazało się szczęśliwe dla Motoru. Oby trzy gole zdobyte w Turku były zwiastunem cieplejszych dni dla podopiecznych trenera Ryszarda Kuźmy.
Cała lubelska ekipa była pozytywnie nastawiona przed wczorajszą konfrontacją. O dużej determinacji wspominał szkoleniowiec. Zawodnicy także zapowiadali walkę, chociaż organizacyjne kłopoty klubu nie sprzyjają dodatkowej mobilizacji. Mimo wielu problemów piłkarze potrafili otrząsnąć się po poprzednich wpadkach i w bardzo ważnym momencie zdobyli niezwykle cenny komplet punktów.
Rywalizacja zaczęła się wybornie dla przyjezdnych. Już w 7 min uzyskali prowadzenie po celnym strzale z rzutu karnego Pawła Tomczyka. \"Jedenastkę” wypracował Daniel Koczon. Jego uderzenie niefortunnie zatrzymał ręką Janusz Niedźwiedź. Niestety, Daniel nie mógł stworzyć kolejnej okazji do zdobycia gola, ponieważ opuścił boisko w 36 min. - Odnowiła mi się kontuzja przywodziciela - martwi się napastnik Motoru. - Czułem się dobrze i wszystko wskazywało na to, że nie będzie problemu z powrotem do gry. Okazuje się, że potrzeba jeszcze trochę czasu na rehabilitację, ale mam nadzieję, że wykuruję się do następnego spotkania.
W 31 min Tomczyk mógł znowu wpisać się na listę strzelców. Huknął z dystansu, ale Sławomir Janicki popisał się kapitalną paradą. Gospodarze także odpowiedzieli kilkoma atakami. Pierwszy powstrzymał Przemysław Mierzwa, instynktownie broniąc uderzenie Marcina Wojciechowskiego. Ale był już bez szans przy \"główce” Łukasza Cichosa. Dobrze że strata tej bramki nie zdeprymowała lublinian, którzy odzyskali prowadzenie jeszcze przed przerwą. Tym razem akcję zainicjował Denis Ljaszko. Po jego dośrodkowaniu obrońca Tura lekko trącił piłkę, która ostatecznie trafiła do Piotra Prędoty, a ten zachował zimną krew, trafiając do siatki.
Od początku drugiej połowy gospodarze dążyli do odrobienia strat, ale do 80 min Motor potrafił kontrolować sytuację. Wystarczył jednak moment nieuwagi, a Rafał Piętka doprowadził do remisu. Zdobywca gola w przypływie ogromnej radości zdjął koszulkę, za co ujrzał żółty kartonik, a ponieważ była to jego druga kara, w konsekwencji otrzymał... czerwoną kartkę. Lublinianie postanowili wykorzystać osłabienie Tura, znowu zaatakowali z impetem i w 86 min pogrążyli miejscowych. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Marcina Syroki wynik ustalił Przemysław Żmuda, który pokonał Janickiego na raty. Najpierw strzelił prawą nogą prosto w bramkarza, ale poprawka z lewej nogi była już skuteczna i wywołała wielką euforię w lubelskim obozie. Po bezbramkowym remisie w pierwszym meczu z Turem, podopieczni trenera Ryszarda Kuźmy mogli wczoraj świętować zwycięstwo.
BRAMKI
0:1 - Tomczyk (7 min z karnego), 1:1 - Cichos (39), 1:2 - Prędota (44), 2:2 - Piętka (80), 2:3 - Żmuda (86).
SKŁADY
Tur: Janicki - Grabowski, Niedźwiedź, Pieprzyk, Matusiak - Piętka, Skokowski (46 Witczak), Olszewski, Cichos - Sikora (75 Sędziak), Wojciechowski (68 Klimek).
Motor: Mierzwa - Syroka, Ptaszyński, Karwan, Misztal - Maziarz, Żmuda, Tomczyk - Stachyra (70 Kołodziejski), Koczon (36 Ljaszko), Prędota.
Czerwona kartka: Rafał Piętka (Tur) w 86 min - za drugą żółtą.
Żółte kartki: Piętka, Matusiak, Olszewski (T) - Stachyra, Tomczyk (M).
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom). Widzów: 2 tys.
Komentarze