Lis przestraszył się Motoru
Sędzia Rafał Lis z Lublina pokazał aż cztery czerwone kartki piłkarzom Motoru II i zakończył spotkanie dwie minuty przed regulaminowym czasem.
- 07.11.2007 12:03
- Bałem się o własne zdrowie - uzasadnia arbiter.
Im bliżej finiszu rundy jesiennej, tym więcej emocji. W miniony weekend największe przeżywali kibice w Pliszczynie i Lublinie. Mecz klasy A Czarnych z rezerwami Motoru zakończył się dwie minuty wcześniej niż planowano. Goście prowadzili 1:0. Wcześniej sędzia wyrzucił z boiska aż czterech piłkarzy z Lublina.
- Z tego co się dowiedziałem, to sędzia przerwał mecz nie z powodu zdekompletowania zespołu gości, tylko trener Brzozowski i zawodnicy Motoru zaczęli straszyć, że go pobiją. Zrobił to ze względu na własne bezpieczeństwo - tłumaczy Dobrosław Stec, wiceprezes LZPN ds. sędziowskich.
Tę wersję przedstawia również sam arbiter. - Drużyna Motoru była tak bardzo agresywna, że bałem się o własne zdrowie - potwierdza Rafał Lis. - Poza tym zostałem oskarżony przez trenera i piłkarzy Motoru o to, że jestem pijany. Po meczu poddałem się badaniu trzeźwości, które niczego takiego nie wykazało. Policja sporządziła oficjalny protokół - dodaje Lis.
- Sędziego poniosło. W dodatku pogubił się, bo powinien dokończyć zawody - uważa Tomasz Brzozowski, trener Motoru II. Szkoleniowiec nie chce jednak komentować wypowiedzi arbitra dotyczących gróźb słownych i oskarżeń o pracę pod wpływem alkoholu. - Ja nic takiego nie widziałem, ani nie słyszałem - twierdzi Brzozowski.
Sprawę ma wyjaśnić w czwartek Wydział Gier LZPN, potem zajmie się nią Wydział Dyscypliny. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że spotkanie będzie powtórzone. Zawodnicy Motoru na pewno poniosą kary. A co z arbitrem? - Niewykluczone, że też będzie ukarany. Bo zachował się nieprawidłowo i przerwał zawody bezpodstawnie. Ale zaczekamy z tym do czasu wyjaśnień całej sytuacji na piśmie - zaznacza Stec.
Kontrowersje wzbudziła także postawa Michała Kalinowskiego, który prowadził mecz Sygnał Lublin - Orły Kazimierz, zakończony wynikiem 0:4. Ale nie mogło być inaczej. Gospodarze ujrzeli w nim trzy czerwone kartki, na trybuny wyleciał też kierownik drużyny Marek Dec. Napięcia nie wytrzymał Piotr Grabias, który po tym jak ujrzał kartkę, podbiegł do sędziego, wyrwał mu gwizdek z ust i cisnął nim o ziemię.
Obserwator tego meczu z ramienia LZPN nie chce komentować pracy sędziego. - Mam swoje zdanie, ale zachowam je dla siebie - ucina Włodzimierz Biaduń.
Reklama













Komentarze