Lombardy dobre dla biednych i bogatych
Telewizory, radia, telefony, rowery, piły, piecyki, a nawet złoto - w lombardzie można kupić wszystko. I co najważniejsze - za grosze.
- 15.11.2007 14:31
Mówi się, że bankiem biednego człowieka jest lombard. Zanosi tam pod zastaw to, co dla niego jest jakąś wartością, a czego żaden bank nie chce przyjąć. Kiedy biednemu brakuje pieniędzy, a nie chcą mu już pożyczyć znajomi i rodzina, idzie do lombardu. Ale lombard jest też sklepem dla tych, których nie stać na zakup rzeczy nowych. Albo dla tych, którzy szukają przedmiotów dawno zapomnianych. W lombardach nieraz trafiają się stare radioodbiorniki, gramofony, aparaty fotograficzne, winylowe płyty.
Lubelskie lombardy zaczęły powstawać u schyłku lat osiemdziesiątych, a prosperity osiągnęły w latach dziewięćdziesiątych. Po tamtym złotym dla nich okresie wiele jednak zostało zamkniętych. - Nadeszły dla nas słabe czasy - wyjaśnia Andrzej Matraszek, właściciel lombardu przy ul. Narutowicza w Lublinie. - Złotówka mocna. Biedny pójdzie kupi na raty, bogaty za gotówkę w sklepie. Telefonie komórkowe niemal wciskają ludziom aparaty za grosze. Namnożyło się sklepów z tanimi ciuchami. Kiedyś od nas kupowali Rosjanie, Ukraińcy, dziś na giełdę na Elizówkę przywożą całymi samochodami sprzęt z tzw. szperów, czyli wyszperany na śmietnikach na Zachodzie i też sprzedają za małe pieniądze. Do lombardu idzie się na końcu, choć dobry towar można dostać tu za połowę ceny.
Właściciele lombardów nie ukrywają, że wielu ich stałych klientów - tak kupujących, jak i wstawiających towar - to ludzie, którym nie starcza na życie, na ubranie dla dzieci, a nawet na lekarstwa. Choć nie brakuje takich, którym po prostu trzeba pieniędzy na wódkę.
- Kupiłem w lombardzie na Narutowicza rower. W całkiem dobrym stanie, a o połowę taniej niż w sklepie - mówi Jacek Szukalski, student z Lublina. - Teraz szukam nart, ale jeszcze nie zaczął się sezon. Tutaj kupuję taniej, to dlaczego nie?
Lombardy najlepiej prosperują w biednych dzielnicach. - Biedni sprzedają i kupują, choć teraz to się trochę zmienia. Właściwie w tzw. dobrych dzielnicach też ludzie nie mają pieniędzy na szaleństwa zakupowe. Zresztą, nigdy nie wiadomo, czy klient jest biedny, czy tylko nie lubi wydawać dużych pieniędzy - dodaje A. Matraszek.
W lombardzie Andrzeja Matraszka najmniej miejsca jest dla klientów - półki dookoła biurka właściciela obłożone są towarem do sufitu. Dziesiątki odbiorników radiowych, aparatów, telewizorów, wieże stereo sąsiadują z torbami podróżnymi, są telefony komórkowe i narzędzia.
Ten stos wszelkiego dobra powinien wrócić do właścicieli. Jednak nie ma wątpliwości - część najpierw poleży w lombardzie, później zostanie prawdopodobnie sprzedana komuś innemu. Niektórzy zastawiają w lombardzie, z góry zakładając, że tu nie wrócą.
- Co się najlepiej sprzedaje? Ludzie najchętniej kupują różnego rodzaju narzędzia. Piły, wiertarki, pilarki - mówi Matraszek. - Obserwuję też sezonowość zakupów. Teraz przed zimą najszybciej sprzedają się butle gazowe albo piecyki. Elektronika już słabiej schodzi, bo jest tego dużo w sklepach na raty i na giełdzie. Przychodzą jednak młodzi ludzie, którzy się znają i szukają np. konkretnych części do komputerów.
Praktycznie w lombardzie może się znaleźć wszystko, co jest dozwolone prawem. - Najlepiej kupować przed świętami - radzi Joanna P., która od czasu do czasu znajdzie tam coś taniego do domu. - Ludzi wtedy ogarnia świąteczny amok, potrzebują pieniędzy i noszą wszystko do lombardu. Jest wtedy największy wybór. Kupiłam tam sobie piękną lampę za 40 zł, prawie nowy mikser z wszystkimi przystawkami, a mąż nawet wypatrzył zupełnie ładny obraz za 20 zł. Kiedyś trafiliśmy na piękne kryształowe kieliszki.
- Sprzedajemy również biżuterię. Jednak złoto marnie idzie, mimo że jego cena rośnie. U jubilera jest po 120 zł za gram, u mnie o połowę taniej, ale zainteresowanie jest słabe - dodaje A. Matraszek.
Każdy przyjęty towar jest odnotowany, a ten, kto go przynosi, musi się wylegitymować dowodem osobistym. Wszystkie kwity są przechowywane i można je sprawdzić. To na wszelki wypadek, żeby uniknąć wzięcia towaru pochodzącego z kradzieży.
Czy lombardy dają gwarancję? - Mogę na przykład umówić się z klientem, że telewizor weźmie do domu wypróbować - wyjaśnia właściciel lombardu. - Jak coś będzie nie tak, odniesie, wyszukamy mu inny. Zawsze jest jakaś możliwość uczciwego dogadania warunków.
Na pewno jest także możliwość dokładnego obejrzenia towaru i negocjowania ceny. W lombardach można trafić na rzeczy z minionej epoki i na nowości rynkowe. I kupić je za grosze.
Reklama













Komentarze