Reklama
Rapa: Korupcję w piłce trudno zmierzyć
ROZMOWA Z Marianem Rapą, prezesem Lubelskiego Związku Piłki Nożnej
- 15.04.2008 10:36
- Pewnych spraw nie udało się dokończyć, w tym jednej z najważniejszych: Jak karać kluby zamieszane w korupcję. Była sugestia, aby zaprzestać degradacji już po 15 lipca tego roku. Na wyłapanie winnych byłoby bardzo mało czasu. Zarząd PZPN nie chciał podpisać się pod takim stanowiskiem.
- W przypadku degradacji nie powinno być ograniczeń terminowych.
- Walka z korupcją przecież trwa. Spółka Ekstraklasa zgłosiła projekt, aby zaprzestać degradacji, a w zamian karać finansowo i ujemnymi punktami. Była też propozycja reorganizacji rozgrywek w sezonie 2008/09. Zgodnie z nim przez rok w najwyższej lidze grałyby wspólnie drużyny z I i II ligi podzielone na grupy. Brakowało spójności, więc dobrze się stało, że obrady zostały przerwane. Do 11 maja może powstanie trzeci projekt, najlepszy. Ale o złoty środek może być trudno.
- Co do centymetra nie da się wymierzyć winy za korupcję. Ale odejście od tego narzędzia byłoby niesprawiedliwe w stosunku do klubów już w ten sposób ukaranych. Jeśli powiedziało się \"A”, to trzeba też powiedzieć \"B”.
- Najwięcej pretensji było po ostatnich wydarzeniach, związanych z Kolporterem Koroną Kielce i Dariuszem Wdowczykiem, który po zwolnieniu usiadł na ławce w meczu ligowym. Źle zrobił, ale jaki wpływ miał na to zarząd PZPN? Najwięcej zarzutów obejmuje okres od jesieni sezonu 2002/03 do wiosny 2003/04. A ja do zarządu wszedłem w grudniu 2004. To moja pierwsza kadencja. Przy okazji afery padają mocne słowa, czasem nawet za mocne, bo niektórzy liczą na poklask. Głos zabiera wielu polityków, tak jakby piłka nożna była pępkiem tego kraju.
- Dobrze przynajmniej, że teraz nie ma bezpośredniej ingerencji ze strony państwa. Tak jak to było przed kilkoma miesiącami. Bo wtedy polskim zespołom, w tym reprezentacji, groziłoby ze strony FIFA wykluczenie z rozgrywek. Na szczęście zarząd PZPN doszedł do porozumienia z ministrem sportu Mirosławem Drzewieckim.
- W związkach będą problemy z przestrzeganiem zapisów statutowych. W Lublinie mieliśmy zaplanowane zebranie sprawozdawczo-wyborcze na 12 lub 19 września. A dymisję zarządu PZPN zapowiedziano na 14 września. Dlatego ta data burzy wcześniej zaplanowany harmonogram. Moja kadencja prezesa LZPN kończy się 25 września. Jeszcze nie wiem jak postąpimy na swoim podwórku, ale trzeba będzie sporządzać materiały na kolanie i działać na chybcika. Nie wiem, czy to wyjdzie na dobre.
- Za wcześnie o tym mówić. Mam mnóstwo obowiązków, nawet nie myślałem o tym. Na pewno natomiast nie zamierzam kandydować do zarządu PZPN. Dobrze, że planowane jest zmniejszenie liczebności tego gremium, bo w szczuplejszym gronie łatwiej jest podejmować decyzje.
- Gdyby chciał, to nie miałby problemów z ponownym wyborem. Ale nie sądzę, aby zmienił zdanie, ponieważ i tak będzie miał dużo obowiązków z organizacją Euro-2012. Mam tylko nadzieję, że nowym prezesem zostanie osoba odpowiednia. Rozsądek podpowiada, aby związkiem kierowała ktoś do tego przygotowany. A czasem padają różne nazwiska, trochę zaskakujące.
Reklama













Komentarze