Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Przez całą Polskę na wózku inwalidzkim

Niepełnosprawny mężczyzna z Opalenicy k. Poznania po 20 dniach podróży i pokonaniu 800 km, dziś dotrze na Lubelszczyznę.
29-letni Przemek ma sparaliżowane ręce i nogi. Dwa lata temu prosił prezydenta o zgodę na eutanazję. Teraz na inwalidzkim wózku przejeżdża kraj wszerz. Przemysław Kowalik pięć lat temu miał ciężki wypadek samochodowy. Od tego czasu porusza się na wózku. - Dwa lata przeleżałem w łóżku w tragicznym stanie. Nie chciało mi się żyć, wystąpiłem do prezydenta Kaczyńskiego, by zgodził się na eutanazję, ale odmówił - wspomina Przemek. Chłopak wstydził się wyjść z domu, bał się reakcji otoczenia na swoją niepełnosprawność. Mówi, że od paraliżu rąk i nóg gorszy był \"wewnętrzny paraliż”. Ale w pewnym momencie wpadł na pomysł, by na wózku przemierzyć Polskę wszerz, łącznie ponad 1000 km. Rok temu po raz pierwszy podjął taką próbę. Niestety, po dotarciu do Warszawy ciężko zachorował i musiał przerwać podróż. - O mały włos nie przypłaciłem tej wyprawy życiem. Jednak już w szpitalu postanowiłem, że za rok znów pojadę - opowiada. 6 czerwca Przemek po raz drugi wyruszył z mostu w Słubicach w podróż, którą nazwał \"Misja 1000. Siła i wiara”. - To idea zrodzona z ludzkiej słabości i bezsilności wobec losu. Ma pobudzić ducha walki w osobach, które straciły wiarę - tłumaczy. - Chcę pokazać, że można pokonać największą barierę psychiczną i fizyczną. I znaleźć sens życia. Dziennie przejeżdża średnio kilkadziesiąt kilometrów. Jego rekord to 75 km. Gdy wjechał do Warszawy, postanowił odwiedzić prezydenta Kaczyńskiego, którego prosił o zgodę na eutanazję. - \"Rozbroiłem” ochronę w Pałacu Prezydenckim, gdy powiedziałem, że przejechałem 700 km i chcę się spotkać z panem prezydentem. Po godzinie zaprosił mnie do siebie. Zmartwił się, że podejmuję takie ryzyko, ale równocześnie przyznał, że ceni ludzi odważnych, dlatego mogę na niego w każdej chwili liczyć - opowiada. Wczoraj Przemek wyruszył z Siedlec. Dziś dotrze na Lubelszczyznę. Przejedzie przez Kock, Parczew, Włodawę i skończy swoją podróż w Zosinie na granicy z Ukrainą. Towarzyszy mu brat Marcin, narzeczona Barbara i zaprzyjaźniona rehabilitantka. - Jedziemy w pewnej odległości od Przemka, w każdej chwili możemy mu pomóc - mówi brat. - Są trudne chwile, ale tym razem na pewno dotrzemy do celu. - Myślę, że ta podróż pomoże nie tylko jemu, ale też innym ludziom, tragicznie dotkniętym przez los - dodaje Joanna Grzechowiak, rehabilitantka. Maciej Maj po wypadku samochodowym od 17 lat jeździ na wózku: Przemek znalazł fantastyczny sposób na to, by pokazać, że my, niepełnosprawni, jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy mogą zrobić coś fajnego i ważnego. Nie potrzebujemy litości i specjalnego traktowania. Chcemy normalnie żyć, bez barier, które narzuca nam świat. Dlatego najważniejsze to wyjść do ludzi i cieszyć się życiem, pokonując własne słabości, tak jak zrobił to Przemek. Moją \"psychoterapią” po wypadku okazało się pisanie książek o żużlu, mojej wielkiej pasji. Najnowsza \"Dadi. Przerwany wyścig” o życiu, sukcesach i tragicznej śmierci Roberta Dadosa właśnie się ukazała. Pewnie bym jej nie napisał, gdyby moje losy potoczyły się inaczej. Not. (mag)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama