Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nie ma chętnych do rwania malin

Od tego roku Unia dopłaca do plantacji, owoców jest w bród, a na skupie płacą ponad 4 złote za kilogram. Plantatorzy nie śpią jednak spokojnie.
Martwi ich susza i brak rąk do pracy. W sobotę w okolicach Bełżyc na skupie płacili 4,40 zł za kilogram malin. Plantatorzy, którzy zakontraktowali owoce sprzedają je o kilkanaście groszy drożej. Rolnicy są zadowoleni, bo cena idzie w górę. - Tylko niech ta cena utrzyma się do jesieni - życzy sobie Andrzej Ziemiński ze Skrzyńca, który zlikwidował plantację malin letnich i posadził jesienne. Jego zdaniem są łatwiejsze w uprawie, nie wymagają ogromnych nakładów pracy, a co najważniejsze ich cena w skupie jest wyższa. W sąsiednich wsiach wiele osób zrobiło podobnie. Dodatkowy powód do radości to unijne dopłaty. - Kto ma powyżej dziecięciu arów malin, to w tym roku może po raz pierwszy ubiegać się o dopłaty. Do hektara mają dawać do czterystu euro. Zawsze to parę groszy więcej będzie - cieszy się Andrzej Król, który w Wierzchowiskach Starych ma półtora hektara malin. Plantatorzy przyznają, że do pełni szczęścia potrzebny jest jeszcze deszcz i ludzie chętni do pracy. - Jak na dniach nie popada, to będzie po malinie. Ludzie skarżą się, że na polach usychają na potęgę całe krzaki - mówi Teodozja Ziemba, która od dziewięciu lat prowadzi skup w Wierzchowiskach Górnych. Rolnicy chętnych do rwania malin szukają, gdzie się da. Niektórzy płacą ze zerwanie łubianki nawet 3,50 zł. - Jeszcze w zimie zgłosiłam zapotrzebowanie na trzech ludzi do Agencji Pracy Tymczasowej dla Obcokrajowców w Lublinie - opowiada pani Jadwiga Król. - Ale chyba zrezygnuję z zatrudnienia Ukraińców, bo słyszałam, że to się nie opłaca. Sama muszę ich ubezpieczyć, zapewnić mieszkanie, całodzienne wyżywienie i zapłacić za rwanie. Poza tym, okazuje się, że mają olbrzymi problem z dostaniem wiz - dodaje. Królowie sami zbierają owoce ze swojej 40-arowej plantacji malin. Na razie dają sobie radę, bo to początek zbioru. - Większość bezrobotnych to zwykli próżniacy - mówi pani Krystyna. - Nie mają stałej pracy i nie są zainteresowani sezonowym zarobkiem przy zbiorze. Najłatwiej to jest pójść do opieki społecznej i wyciągać rękę po lekkie pieniądze. Dziecko na malinach z łatwością może zarobić sto złotych dziennie, a co dopiero dorosły - dodaje.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama