Ojciec i syn spłonęli w samochodzie
Trzej jadący oplem mężczyźni nie mieli szans. Pędzący zsamochód wypadł z drogi i uderzył w drzewo. Potem stanął w ogniu.
- 20.07.2008 20:44
Do tragedii doszło w sobotę w Kolembrodach (powiat radzyński). Płonący samochód dostrzegł rowerzysta, który powiadomił leśniczego, a ten wezwał straż.
Strażacy mogli tylko dogasić zwęglonego opla. Musieli wycinać dach, żeby wydobyć zwłoki z wnętrza karoserii. Ciała były tak zwęglone, że na początku strażacy nie iedzieli, ile ofiar zginęło.
- Od wypadku do przybycia naszych jednostek minęło około 20-25 minut - relacjonuje Leszek Niewęgłowski, zastępca komendanta radzyńskiej Państwowej Straży Pożarnej. - Ogień wybuchł już przy uderzeniu w drzewo. Zapewne zapaliła się benzyna. W aucie był też zbiornik z gazem. Nie doszło do eksplozji.
Początkowo policjanci informowali, że w wypadku zginęły 4 osoby, które przed wypadkiem zatrzymały się przy miejscowym sklepie. Ale po kilku godzinach zgłosili się zrozpaczeni krewni ofiar i potwierdzili, że oplem omegą jechali ich bliscy. Zginął 27-letni Piotr D., kierowca z Łomaz, 41-letni Andrzej K. z Białej Podlaskiej i jego 18-letni syn Norbert z Kolembród.
- Prawdopodobnie kierowca jechał za szybko drogą z wybojami - mówi Dariusz Łukasiak z radzyńskiej policji. - Identyfikacja zwłok będzie trudna. Prawdopodobnie umożliwi to dopiero badanie DNA.
Tak tragicznego weekendu na lubelskich drogach dawno nie było. Tylko w sobotę obrażenia odniosło kilkanaście osób. Nieszczęśliwych wydarzeń było tak dużo, że policja rozesłała w niedzielę specjalny apel do kierowców o rozsądną jazdę.
Reklama













Komentarze