Straciła męża, walczy o przeżycie
Monika Majdańska i jej kilkumiesięczna córeczka nie mają za co żyć. Jej mąż zginął w Niemczech w niecały rok po ślubie. - Proszę, pomóżcie nam - płacze kobieta.
- 18.09.2008 18:06
- Mąż pracował legalnie jako spawacz w polskiej firmie. 9 lipca miał wypadek w pracy i zginął. Nawet rok nie byliśmy małżeństwem... - płacze 26-letnia Monika Majdańska z Niezdowa koło Opola Lubelskiego. Mężczyzna wyjechał w kwietniu do Niemiec, żeby, zarobić na dom tak, aby mogli wyprowadzić się od rodziców. Ich mała córeczka Maja miała wtedy 4 miesiące.
W dokumentach, które dotarły z Niemiec, jest napisane, że mąż pani Moniki umarł śmiercią naturalną. - Obiecali, że to zmienią, ale potem mówili, że już za późno, że się nie da.
Z tego powodu lubelski ZUS odmówił Monice Majdańskiej renty rodzinnej i jednorazowego odszkodowania z tytułu wypadku. - Wydzwaniałam do konsulatu. Dopiero kilka dni temu przysłali mi protokół powypadkowy, gdzie jest wpisana prawdziwa przyczyna śmierci - szlocha kobieta.
Teraz będzie mogła złożyć wniosek w ZUS ponownie. Ale na razie nie ma razem z małą córeczka za co żyć. Dlatego poszła do opieki społecznej i poprosiła o pomoc. - W sierpniu dostałam 200 zł na żywność, we wrześniu tyle samo na leki.
Za miesiąc dostanę od gminy 170 zł jako matka samotnie wychowująca dziecko. Ale co to jest? Brakuje pieniędzy na wszystko. Rodzice też nie mają, a teściowie nie żyją - płacze wdowa.
Mama Moniki jest salową, zarabia 900 zł. - Gdzie moje dziecko ma pójść? Kto jej pomoże? Ja już jestem zapożyczona u koleżanek z pracy - płacze Elżbieta Wojtowicz.
Pieniądze potrzebne są również na leczenie. Pani Monika cierpi na łuszczycę. Powinna co miesiąc kupować maści za 400 zł, ale nie stać jej na to. 9-miesięczna Maja również choruje. - Od razu po porodzie dostała drgawek. Lekarze podejrzewają epilepsję, ale nie ma jeszcze ostatecznej diagnozy. Musimy często jeździć do neurologa - mówi Majdańska.
Opieka społeczna i władze Opola znają sprawę. - Panią Monikę dotknęła ogromna tragedia. Bardzo jej współczujemy i udzielamy pomocy zgodnie z przepisami - zapewnia Justyna Kocon, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Opolu Lubelskim.
- Pomagamy, jak możemy. Nad tym przypadkiem pochyliliśmy się szczególnie. Zostało przyznane specjalne świadczenie, chociaż, wiem, że jego wysokość nie spełnia oczekiwań rodziny - przyznaje Piotr Szczucki, zastępca burmistrza Opola.
Reklama













Komentarze