niedziela, 19 listopada 2017 r.

Kraj Świat

Dzieci składały fałszywe zeznania na swoich rodziców? Skazano ich na 12 lat więzienia

Dodano: 8 listopada 2017, 10:23
Autor: UWAGA! TVN

Koszmar dzieci w rodzinie zastępczej i najprawdopodobniej niesłuszne skazanie ich biologicznych rodziców na więzienie za molestowanie seksualne. - Składaliśmy fałszywe zeznania - mówi dziś jedno z dzieci.

16-letnia dziś Patrycja wie, że jej rodzice od dziewięciu lat są w zakładzie karnym. Wie też, dlaczego tam się znajdują. - No bo składaliśmy fałszywe zeznania - mówi.

"Przeżyłem piekło"

Patrycja wraz z trojgiem rodzeństwa mieszka w domu Gabrieli i Adama Kamińskich.

Ona oraz bliźnięta, Ola i Olek, są dziećmi adopcyjnymi. W ramach rodziny zastępczej dołączył do nich również starszy brat Adam. Wcześniej, w latach 2007-2012, gdy dzieci mieszkały w rodzinie zastępczej małżeństwa N. pod Rybnikiem, przeżywać miały tam koszmar.

- To były takie kary, że nie dostawaliśmy kolacji albo obiadu. Cały czas głodni chodziliśmy - mówi jeden z chłopców. - Byliśmy bici. Brała nas za włosy i uderzała o poręcz albo o ścianę - wspomina drugi. - Uśmiechnęłam się, pani Agnieszka to zobaczyła, podeszła do mnie i mi przecięła rękę nożem - opowiada dziewczyna. - Niekiedy po szkole byliśmy zamykani w klatce dla psa - dodaje jej siostra. Wszystkie dzieci twierdzą, że bały się Agnieszki N., matki zastępczej. - Nie ukrywajmy, przeżyłem piekło tam i nie chcę do tego wrócić - mówi jeden z chłopców.

W sądzie toczy się proces małżeństwa N., które prowadziło rodzinę zastępczą. Oboje zostali oskarżeni o psychiczne i fizyczne znęcanie się nad dziećmi.

- Pani w sposób bardzo dziwny tłumaczyła się, że dziećmi można manipulować, że nagrody w formie McDonalda to są takie rzeczy, za które dzieci wszystko powiedzą. Była zbulwersowana, jak dzieci mogą donosić na własnych rodziców - relacjonuje Gabriela Kamińska, matka adopcyjna dzieci. Agnieszka N. miała też twierdzić, że w następnej kolejności dzieci oskarżą panią Gabrielę i pana Adama. - Sugerowała mi, że dzieci to są takie osoby, które wymyślają i wszystkich po kolei do wiezienia pakują - wspomina pani Gabriela.

Po tym wydarzeniu pani Gabriela postanowiła poznać akta sprawy karnej rodziców biologicznych. Oboje odsiadują wyrok za molestowanie seksualne swoich dzieci.

Zeznania

- Poszłam z nastawieniem, że zobaczę drastyczne rzeczy - opowiada i dodaje, że w aktach znalazła album rodzinny. - Dostałam gęsiej skóry, jak to zobaczyłam. Widziałam dzieci, które się przytulają do rodziców, które się uśmiechają, które są wtulone w ojca, wtulone w matkę - mówi pani Gabriela.

Wspomina, że z akt wynikało, iż rodzice biologiczni zostali skazani na podstawie zeznań dzieci i Agnieszki N. - Zeznawała, że dzieci były ustawiane i każdy po kolei musiał brać do ust. Że matka wykonywała zdjęcia dzieciom nago, że te zdjęcia były rozpowszechniane - wylicza pani Gabriela.

A pan Adam wspomina, że w aktach zadziwił go zapis zeznań dzieci. - Zeznają tymi samymi słowami. Nie trzeba być biegłym, wystarczy mieć dwójkę dzieci w domu. Jak się ich człowiek spyta o jakiekolwiek zdarzenie na podwórku czy w szkole, to obydwoje będą mówili o tym samym zdarzeniu, ale kompletnie innymi słowami. Nigdy nie jest tak, że dzieci powtarzają dokładnie te same słowa. To jest wiersz, a nie zeznania – tłumaczy.

Zwraca też uwagę na zeznania Patrycji, która twierdziła, że dochodziło do stosunków między nią a ojcem. - Po czym jest badanie dwóch biegłych ginekologów, którzy stwierdzają, że nic nie jest naruszone - mówi pan Adam.

"Byliśmy karani"

Pani Gabriela, gdy przeczytała akta, postanowiła porozmawiać z dziećmi. Zapytała, czy wiedzą, za co w więzieniu siedzą ich biologiczni rodzice. - Mówię: "To ja nazwę to po imieniu: za molestowanie seksualne was". Pamiętam, że Ola się odezwała i powiedziała: "Mamo, my tak musieliśmy mówić, bo tak nam pani Agnieszka kazała. A jak tego nie robiliśmy, to dostawaliśmy lanie, byliśmy karani" - relacjonuje swoją rozmowę z dziećmi.

Sprawę molestowania seksualnego przez rodziców biologicznych miała wykryć w 2008 roku Agnieszka N. Zeznania składały dzieci, które miały wtedy od 4 do 7 lat.

- Jak mieliśmy iść tam na jakieś przesłuchanie czy coś, to ona nam mówiła, co mamy powtarzać, że ci rodzice nas bili, że niby nas molestowali - mówi teraz 13-letnia Ola.

- Nie wiedziałam, o co tak naprawdę była ta sprawa - twierdzi jej brat, 13-letni Olek. - Pani Agnieszka nam mówiła, że mamy po prostu tak mówić. To była sytuacja, gdzie byliśmy głodzeni, ona nam powiedziała, że po tym, jak tak powiemy, zabierze nas do McDonalda – opisuje.

- Pamiętam tylko, że byliśmy bici, i to tak naprawdę - mówi 17-letni Adam i przyznaje, że bardzo bał się kobiety. - Moje rodzeństwo też się bało. Byliśmy bezsilni – dodaje.

- Pani Agnieszka powiedziała, że to byli źli ludzie, że zrobili nam bardzo wielką krzywdę, mówiła, że robili nam zdjęcia, że przebywaliśmy z różnymi mężczyznami, którzy nas krzywdzili, że wsadzali nam palce w różne części ciała - wylicza Patrycja. Przyznaje, że kobieta "nakręcała wszystko" tak, żeby dziecko uwierzyło w te wydarzenia. - Ja z takim niedowierzaniem tego słuchałam, bo wiedziałam, że coś takiego się nie zdarzyło w mojej biologicznej rodzinie - mówi dziewczynka. Jak twierdzi, pamięta, że w domu był alkohol, kłótnie, przyjazd policji, ale pewna jest, że molestowania nie było. Dodaje, że na pewno nie wyparła takich wydarzeń z pamięci. - Jestem pewna, że nie dochodziło do takiego czegoś – mówi.

List z więzienia

O całej sprawie chcieliśmy porozmawiać z kobietą, która prowadziła rodzinę zastępczą. Nie chciała spotkać się przed kamerą.

Gdy dowiedziała się o fałszywych zeznaniach, a także po przeczytaniu akt, pani Gabriela zdecydowała się wysłać list do więzienia, w którym przebywają biologiczni rodzice dzieci. - Napisałam, że adoptowałam ich dzieci, i że podejrzewamy, że nie doszło w ogóle do przestępstwa na tle seksualnym - opowiada. Niedługo potem razem z mężem odwiedziła w areszcie biologicznego ojca dzieci.

- Pan płakał, łkał wręcz. Powiedział, że modlił się każdego dnia, żeby ktoś przeczytał te akta - wspomina pani Gabriela. Dodaje, że mężczyzna zapytał, czy zdają sobie sprawę z tego, co w więzieniu dzieje się ludźmi, którzy skazani są za tego typu przestępstwa. - Powiedzieliśmy z mężem, że tak, że wiemy – mówi.

Rodzice biologiczni zostali prawomocnie skazani na 12 lat więzienia. Tego, że dzieci nie miały z ich strony odpowiedniej opieki, nie ukrywa ich babcia ze strony ojca. Ale zaprzecza, by dzieci miały być molestowane seksualnie.

- Może mi pani ręce poobcinać w tej chwili. Obydwie. Nie było tego. To jest jakiś horror - twierdzi kobieta. - Już nie wiem, gdzie, z kim rozmawiać, żeby to się wyjaśniło. Żeby ktoś zauważył, że tego nie ma, nie było - mówi o rzekomym molestowaniu.

Rodzice biologiczni nie molestowali?

O swoich ustaleniach rodzice adopcyjni poinformowali prokuraturę. Wiarygodność tego, co mówią dziś dzieci, sprawdziła biegła psycholog, która specjalizuje się w sprawach związanych z molestowaniem seksualnym nieletnich.

- W rodzinie zastępczej rzeczywiście dochodziło do tej przemocy. Dzieci były bite, zastraszane. Natomiast nie powiedziały nic o tym, żeby w rodzinie biologicznej dochodziło do przemocy seksualnej - mówi Katarzyna Kiwer.

Dodaje, że dzieci odtwarzają wspomnienia, ale nie pojawia się w nich nic związanego z molestowaniem.

Według niej do przesłuchań sprzed lat dzieci nie były prawidłowo przygotowane. - Psycholog nie rozpoznał ich aktualnej życiowej sytuacji, tego jak funkcjonują, jakie mają problemy - mówi i dodaje: - Z tego, co mówią dzieci, wynika że w trakcie przesłuchania zadawano im pytania sugerujące.

Katarzyna Kiwer potwierdza też, że dzieci mówiły o instrukcjach co do treści zeznań, a także o karach i nagrodach za to, że powiedziały to, co miały powiedzieć. - Mówiły też, że były nawet przygotowane do psychologicznych testów projekcyjnych. Czyli jak będą rysować rysunek drzewa, to mają go narysować w taki sposób, który może świadczyć o tym, że były ofiarami przemocy seksualnej - mówi i wymienia przykład: dziupla w narysowanym drzewie może świadczyć o tym, że dziecko było molestowane.

Długo staraliśmy się o możliwość rozmowy z rodzicami biologicznymi dzieci, którzy od dziewięciu lat przebywają w więzieniu. Nigdy nie przyznali się do winy. Potwierdzili to w rozmowie z dziennikarką UWAGI!.

- Ja nie umiem codziennie żyć, myśleć o tym, że molestowałem dzieci, jak tego nie zrobiłem, a mówią mi, że zrobiłem - mówi ojciec dzieci. Dodaje, że wielokrotnie prosił o badanie wariografem. Bezskutecznie. - Ten stres, to napięcie... To wszystko mnie przeraża - przyznaje mężczyzna.

Matka nie ma im za złe

A matka dzieci przyznaje, że od 11 lat nie ma kontaktu z dziećmi. - Ja byłam nieporadnym rodzicem, kłóciliśmy się, szarpaliśmy się, biliśmy się. Dzieci były tego świadkiem. Nie były bite, czy popychane, czy odrzucane. Absolutnie nie - mówi ze smutkiem kobieta i dodaje, że była w szoku, gdy została oskarżona o molestowanie seksualne swoich dzieci. - Nie mogłam pojąć, o co w tym wszystkim chodzi. Nie mogłam uwierzyć, że dzieci o czymś takim mówią - twierdzi. Miała nadzieję, że wszystko wyjaśni się w procesie, przy którym pracować będą fachowcy. - Że ktoś coś zauważy, że to jest nie tak. Przecież tam przewinęło się tylu świadków na mojej sprawie i nikt nie potwierdził, że takie rzeczy się u nas działy – wspomina.

Straciła nadzieję, gdy usłyszała wyrok. Wtedy pomyślała, że się powiesi. - Bo pomyślałam, że to jest koniec. Że już mi nikt nie uwierzy, że nikt nie będzie dociekał, czy ja jestem winna, czy nie – mówi.

Dodaje, że nie ma za złe swoim dzieciom, że zeznawały na jej niekorzyść i cieszy się, że powiedziały teraz, że molestowania nie było. - Cieszę się, że one wiedzą – twierdzi.

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach sprawdza, czy matka zastępcza wywierała wpływ na zeznania Patrycji, Oli, Olka i Adama, stosując przemoc lub groźby. Z kolei Prokuratura Krajowa wciąż analizuje akta sprawy karnej rodziców biologicznych.

Wniosek o sporządzenie kasacji na korzyść biologicznych rodziców wnieśli do Prokuratury Krajowej rodzice adopcyjni dzieci. - Obecnie trwa analiza tego postępowania. Sprawa jest wielowątkowa, skomplikowana, dosyć zawiła prawniczo - mówi Ewa Bialik, rzeczniczka Prokuratury Krajowej.

Zwraca uwagę na fakt, że prokurator krajowy może wywieść kasację jedynie w momencie, kiedy w aktach sprawy stwierdzi bezwzględną przyczynę odwoławczą. - Nie każde uchybienie procesowe daje podstawę do wywiedzenia kasacji – zaznacza.

Sprawę rodziców biologicznych dobrze zna posłanka Barbara Chrobak. Jej zdaniem prokuratura powinna podjąć zdecydowane działania.

- Dla mnie ta sprawa nie mieści się w głowie - mówi. - Dlaczego wtedy uwierzono dzieciom, a dzisiaj nie wierzy się dzieciom? - pyta. Ma nadzieję, że zostanie zawieszona kara, którą odbywają rodzice w więzieniu, a także wniesiona będzie kasacja. - Żeby skrócić tę traumę dzieciom. Bo tutaj przede wszystkim chodzi o dobro dzieci - tłumaczy.

Czytaj więcej o: prawo Uwaga
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(4) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (10 listopada 2017 o 08:19) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Śledztwo, dochodzenie, proces karny i wyrok na niewinnych rodziców to nie jakieś tam tylko delikatnie zwane "uchybienie procesowe". To prawniczo-sądownicza zbrodnia na niewinnych ofiarach, bezbronnych wobec aparatu prawnego. Wszystkich współwinnych tej zbrodni powinno się dyscyplinarnie zwolnić ze stanowisk i natychmiast zająć ich wszelkie rodzinne mienie oraz konta bankowe na poczet horrendalnych oddzkodowań dla niewinnie skazanych i uwięzionych.
Rozwiń
Gość
Gość (10 listopada 2017 o 08:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Te dzieci oskarżyły swych rodziców nie pod wpływem tortur ani nie ze strachu przed katorżniczymi cierpieniami tak fałszywie, kłamliwie, plugawie... one dopuściły się tej potworności dla nędznych obiecanych 'korzyści', np. z chęci kanapki w McDonald's. A niewinnie uwięzieni od kilkunastu lat rodzice nadal je kochają... Wprawdzie despotyczna bestia 'Agnieszka N.' oraz wszyscy współwinni prawnicy i biegli w tamtej haniebnie prowadzonej sprawie zasługują na najwyższy możliwy w kodeksie prawa wyrok karny, ale te dzieci nie z są godne swych cielesnych rodziców. Gdy do nich wrócą, na co wszyscy chyba mamy nadzieję, powinny dzień w dzień pamiętać, jaki los swym rodzicom zgotowały dla marnych kanapek... Coś niewyobrażalnie potwornego.
Rozwiń
Gość
Gość (9 listopada 2017 o 07:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Przede wszystkim o dobro dzieci? Co za brednie! A co z dobrem zwykłego człowieka? To znaczy, że młody człowiek, podatny na manipulacje i często sam manipulujący ma większe prawa jak ten o pokolenie starszy? Nasłuchają się gówniarze tych bredni wygłaszonych przez dziesiątki innych o pokolenie starszych ignorantów i najnormalniej w świecie wykorzystują. Takie są efekty tej bezstresowej sra/czki.
Rozwiń
Gość
Gość (8 listopada 2017 o 11:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Biologiczni rodzice siedzą za kratami 9 lat za jakieś zaniedbania, a ktoś nazywa ten fataslny wyrok "uchybieniem procesowym. Kto im zwróci stracony czas i zdrowie na okrutnym "odosobnieniu" - bo ktoś popełnił tylko "uchybienie". Kto popełnił "uchybienie"?. Czy Temida jest też głupia?.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (4)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!