Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Mamy coraz grubsze dzieci!

Batony i chipsy. Po takie przekąski najchętniej sięgają nasze dzieci. I tyją. Wczoraj lubelski kurator oświaty zaapelował, aby szkolne sklepiki sprzedawały wyłącznie zdrową żywność.
12-letni Damian z Chełma dostaje kieszonkowe na zakupy w szkolnym sklepiku. Na co wydaje pieniądze? - Lubię chipsy i żelki - przyznaje chłopczyk. Nie jest w tym odosobniony. - W jednej ze szkół do pielęgniarki zgłosił się 9-latek z bólem brzucha - mówi Krzysztof Babisz, lubelski kurator oświaty. - Okazało się, że zamiast śniadania zjadł dwie paczki chipsów i popił je wodą z kranu. Szkoły, owszem, organizują różne akcje prozdrowotne, ale to tylko teoria. Bo w sklepikach sprzedają niezdrowe jedzenie. Kurator przejął się opinią jednego z dietetyków, że paczka chipsów, która nie zaszkodzi dorosłemu, dla dziecka ważącego 20-30 kg jest trucizną. - Stąd mój apel do szkół, aby ograniczyły uczniom dostęp do niezdrowych przekąsek. Kuratorowi wtóruje Bernadeta Kornas, kierownik oddziału oświaty zdrowotnej lubelskiego sanepidu:  Chipsy i batony to bomby kaloryczne. Kto często je jada, szybko tyje, a co za tym idzie, staje się podatny na choroby układu krążenia, cukrzycę. W Gimnazjum nr 18 w Lublinie żywność typu fast-food jest jedną z częściej wybieranych przez uczniów. - Wiemy o tym, dlatego chcemy dać dzieciom możliwość wyboru - mówi Małgorzata Dziewulska-Tryl, wicedyrektor szkoły. - Ustawiliśmy automat, w którym zamiast batonów są jogurty i chrupkie pieczywo. W ZSO nr 3 w Chełmie uczniowie mogą kupić w szkolnym sklepiku m.in. owoce i... marchewki. - To bardzo dobry pomysł - chwali trzecioklasista Marcin Nestorowicz. - Sam często kupuję tu owoce. O wprowadzeniu zdrowej żywności do szkolnych sklepików myślą też puławscy radni. - Jedzenie chipsów i picie coli to kiepskie nawyki. Szkoła nie powinna pozwalać na takie rzeczy - uważa radna i jednocześnie lekarka Elżbieta Szymańska. Według opublikowanego w poniedziałek raportu lubelskiego Urzędu Statystycznego, tylko w ubiegłym roku blisko 7 tysięcy dzieci z Lubelszczyzny zakwalifikowano do leczenia z powodu otyłości. Najwięcej, bo ponad 2,3 tys., w regionie chełmsko-zamojskim. (tom, pab)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama