Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

I Liga: Najlepszy napastnik Górnika Łęczna myśli o zmianie barw

Długo wydawało się, że jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia Jakub Grzegorzewski przedłuży kontrakt z Górnikiem.
Wczoraj jednak najlepszy napastnik zespołu stwierdził, że nie zaakceptuje proponowanych przez łęczyński klub warunków. Końcówka tegorocznych zmagań była popisem wychowanka Concordii Piotrków Trybunalski. Siedem goli zapewniło Górnikowi bliski kontakt z czołówką. Dlatego bez zdziwienia należało przyjąć zainteresowanie innych klubów, w tym z ekstraklasy, skutecznym napastnikiem. W kolejce ustawiły się m.in. Ruch Chorzów, Lechia Gdańsk i Cracovia. Ten ostatni zespół, prowadzony przez Artura Płatka, na gwałt poszukuje egzekutora i nie czekając na rozwój wypadków przesłał do Łęcznej oficjalne pismo. Na szczęście do akcji od razu wkroczył również nowy trener \"zielono-czarnych” Wojciech Stawowy. Tuż po ostatnim gwizdku jesiennej serii szkoleniowiec porozmawiał z Grzegorzewskim i ten zadeklarował chęć pozostania w klubie. Popularny \"Gonzo” przyznał nawet, że Górnikowi daje pierwszeństwo. Jednak rozmowy z prezes Grażyną Łojko nie zakończyły się pomyślnie. Obie strony przedstawiły swoje propozycje, ale na tym koniec. Zbliżenie stanowisk nie nastąpiło. Negocjacje zaczęły się dłużyć, niektóre spotkania, z różnych powodów, trzeba było przekładać. Czas zaczął biec nieubłaganie, a po nowym roku gracz będzie mógł podpisać umowę już z innym pracodawcą. - Sprawy rodzinne zatrzymały mnie w domu, stąd nie mogłem przyjechać - tłumaczył wczoraj powody swojej ostatniej nieobecność Jakub Grzegorzewski. - Ale i tak mój telefon milczał, z Łęcznej nikt nie próbował się skontaktować. W końcu sam zadzwoniłem do członka zarządu Marka Szczęsnego i poinformowałem go o swoim stanowisku. Przekazałem mu, że nie przystanę na warunki proponowane przez Górnik. W odpowiedzi usłyszałem, aby nie podejmował kroków, których potem będę żałował. Takim obrotem sprawy zaskoczony został Wojciech Stawowy, który ofensywę miał oprzeć właśnie na Grzegorzewskim. - Z Jakubem rozmawiałem po rundzie i obiecał mi, że zostanie - wyjaśnia trener. - Prosiłem też władze klubu, aby osiągnąć z nim porozumienie. Wiem, że Cracovia mocno o niego zabiega. Znam tego zawodnika i uważam, iż znajduje się w dziesiątce najlepszych snajperów w naszym kraju. Mieliśmy nie robić transferów, ale też nie osłabiać się. Nikogo nie potrzebuję na jego miejsce, bo po prostu chcę zatrzymać tego chłopaka. Mieliśmy walczyć o ekstraklasę, a bez Jakuba trudno widzieć taką możliwość i sobie to wyobrazić. Takie granie, dla samego grania, po prostu mnie nie interesuje. Tylko czy bez Grzegorzewskiego rola Górnika w I lidze właśnie do tego nie zostanie sprowadzona? - Nie chcę, aby ktoś odebrał to jako szantaż - dodaje napastnik. - Nie mogę mówić o szczegółach ofert: swojej oraz klubu. Powiem tylko, że chciałem zawrzeć nowy kontrakt już od 1 stycznia, na nowych warunkach. Ale wygląda na to, że nie zasługuję na nie. Na razie z nikim innym nie negocjowałem, ale po nowym roku, w świetle prawa, mogę to już robić. W tej chwili swoje szanse na pozostanie w Łęcznej oceniam tylko na trzydzieści procent. Jeśli nie osiągniemy porozumienia, zaproponuję, abym mógł odejść już teraz, a nie dopiero 30 czerwca, do kiedy obowiązuje mnie obecny kontrakt. Nikomu nie jest potrzeba powtórka z historii i nikomu nie uśmiecha się siedzenie na ławce. Na szczęście Wojciech Stawowy, wzorem innych trenerów czy działaczy, nie zamierza obrażać się na piłkarza. - Umówiłem się z Jakubem, podobnie jak z każdym innych zawodnikiem, że każdy dostanie szansę - wyjaśnia szkoleniowiec. - I to się nie zmienia. Nikt u mnie nie będzie siedział za karę. Nie ma możliwości, aby wartościowy gracz tracił czas w moim zespole, nawet jeśli chodzi tylko o pół roku. Wszystkich traktuję równo. Będę jeszcze rozmawiał z Jakubem, ale czy ja coś mogę zrobić? To nie ja decyduję o finansach. O nich oczywiście decyduje prezes, ale wczoraj z Grażyną Łojko nie udało nam się skontaktować.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama