Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Sport: Jak ludzie sportu spędzą święta

Przez ostatnie lata jeździłem do Zakopanego, ale w tym roku zrobiłem wyjątek i wybrałem Lublin. To moje rodzinne miasto, więc zawsze z chęcią tu wracam. Szkoda tylko, że nie ma śniegu. Coś się ostatnio pokręciło z tą pogodą. To chyba przez to globalne ocieplenie. W prognozie mówili jednak, że lada dzień będzie biało. Właśnie dlatego uwielbiam góry - tam nie trzeba się o niego martwić. Zresztą w tym miesiącu byłem już w austriackich Alpach. Biały puch w święta to podstawa, więc po cichu liczę, że jeszcze nam go trochę spadnie. Co do samej Wigilii, to przygotowuje ją żona. Ja staram się przede wszystkim nie przeszkadzać. Najbardziej lubię uszka w barszczu i karpia. Muszę jednak pamiętać o diecie, bo wiadomo, że nie mogę zbytnio przytyć. Każdy kilogram więcej jest dodatkowym workiem cukru, który piłkarz musi targać ze sobą po boisku. Boże Narodzenie spędzę tradycyjnie w Łęcznej z całą rodziną. Wigilię przygotowują moi rodzice, a my przychodzimy na gotowe. Za to zawsze przywozimy dużo prezentów. U nas w rodzinie jest sporo dzieci, więc dzięki temu mogą wzbogacić swoją kolekcję zabawek. Starsi dostają od nas trochę większe upominki. Pewnie jak zwykle nie obędzie się bez rozmów z bratem Piotrkiem o futbolu i jego przeprowadzce do Gliwic. Miło wspominam wspólne kolędowanie. Moją ulubioną piosenką bożonarodzeniową jest \"Wśród nocnej ciszy”. W Polsce będę do Trzech Króli. Święta Bożego Narodzenia lubię spędzać w domu, z najbliższą rodziną. Mieszkam na wsi i jak spadnie śnieg, to widok z okna jest wspaniały. Nie muszę szukać innego miejsca, aby poczuć wspaniałą atmosferę. Z przyjemnością ubiorę choinkę, a później będę po prostu przy niej siedział. W święta będę z żoną Martą i naszą córeczką Martyną w Rychwałdzie. To taka wioska położona dziesięć kilometrów od Żywca. Mogę się tam odstresować. Na przykład teraz, podczas rozmowy z panem, łowię sobie ryby w jeziorku. Mimo że jest bardzo zimno, sprawia mi to niesamowitą frajdę. Wigilię przygotowuje żona z rodzicami. Staramy się o dwanaście potraw, ale zazwyczaj wszystkich nie próbuję, bo nie mam na to siły. W niedzielę wracam do Siedlec, bo w Sylwestra chcę bawić się ze znajomymi. Boże Narodzenie spędzam na przemian w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. W tym roku będę u mojej siostry w Lublinie. W sumie w Wigilii weźmie udział aż czternaście osób, a więc całkiem spora grupka. Polskie Boże Narodzenie o wiele bardziej mi się podoba, jest ono mniej skomercjalizowane. W Ameryce wszyscy biorą sobie na ten okres zaległy urlop i jadą na wczasy. Kilka lat temu święta spędzałam u moich przyjaciół w Nowym Meksyku. Tam nie ma czegoś takiego, jak Wigilia. Dopiero w Boże Narodzenie otwiera się prezenty i zaprasza rodzinę na uroczysty obiad. Muszę podkreślić, że uwielbiam dawać i dostawać książki. Tegoroczne święta spędzimy u mojej babci w Ignatowie. Panuje tam specyficzna atmosfera. Babcia ma mały domek, a nas jest sporo. Często nie mieścimy się w pokoju, jedynym, który tam jest. Dlatego część z nas musi siedzieć w kuchni. Zazwyczaj na stole znajduje się dwanaście potraw, ale jakoś specjalnie nie przywiązujemy do tego uwagi. Ważna jest jakość jedzonka, a nie ilość. Czasami śpiewam kolędy, chociaż nie wychodzi mi to za dobrze. Wprawdzie niektórzy mówią \"zrób coś dla muzyki i nie śpiewaj”, ale zazwyczaj jesteśmy wyrozumiali dla swoich głosów. Po wizycie w Ignatowie pojedziemy do Chełma, gdzie odwiedzimy teściów. Będę razem z rodziną w Ludwinowie. Najważniejsze jest, aby spędzić razem jak najwięcej czasu, bo w ciągu roku nie mamy go dla siebie zbyt wiele. Przyrządzeniem potraw zajmuje się moja mama Krystyna, chociaż to ja zabijam karpia. Robię to z zimną krwią - tak nauczył mnie tata. Najbardziej jednak lubię rybę po grecku, ale nie mogę się nią za bardzo objadać, bo muszę trzymać wagę. Pewnie w któryś dzień świąt trochę pobiegam, aby utrzymać formę. Prezenty pod choinkę kupujemy razem z moimi braćmi. W tym roku mamę obdarujemy biżuterią, siostrę rękawiczkami, a tatę swetrem. O północy tradycyjnie pójdziemy na pasterkę. Mamy taki zwyczaj, że zawsze chodzimy do kościoła na piechotę. Teraz stałem się trochę bardziej rozpoznawalny, ale nie narzekam. To jest bardzo miłe. Z żoną i synem odwiedzimy teściów w Nowym Targu. To są zupełnie inne święta niż w Świdniku. Czuć góralski klimat. Samo biesiadowanie jest dość skromne. Nie lubię karpia, bo trzeba się męczyć z ościami, dlatego mam nadzieję, że w tym roku będą jakieś filety. Najbardziej lubię zajadać się makaronem z makiem. Pojedziemy też do moich rodziców do Krakowa. Wierzę, że w górach będzie śnieg i dziadek pójdzie z Kubą na narty. Mamy nadzieję, że teściowie ucieszą się z prezentów, jakie wieziemy. Teść jest po operacji, więc kupiliśmy mu taki zegarek z ciśnieniomierzem. Chociaż jestem wyznania prawosławnego, to od dziewiętnastu lat spędzam święta po polsku z moją żoną Alicją i córką Karoliną w Lublinie. W tym roku, z racji sytuacji w Motorze, Wigilia, jak i prezenty będą wyjątkowo skromne. Chociaż i tak dostałem od żony listę zakupów i musiałem z nią chodzić po sklepach. Natomiast święta prawosławne zazwyczaj wypadają w dni pracujące. Wtedy zwalniam tempo życia lub robię sobie wolne. Na święta pojadę z trenerem Władysławem Maciejewskim do mojej siostry w Sztumie. Coach jest częścią mojej rodziny, więc cieszę się, że będzie ze mną w tym dniu. Oprócz klimatu i spotkania z najbliższymi, cieszę się na samą myśl o smażonych rybach. Co prawda nie przepadam za karpiem, ale za to uwielbiam szczupaka. Oczywiście staram się nie objadać zbyt mocno w święta, bo muszę trzymać wagę. Na święta jedziemy w Bieszczady do Uherców, gdzie mieszkają rodzice Rafała. Uwielbiam tam przebywać, bo w górach najlepiej czuje się atmosferę świąt. Mamy tam prawdziwe, polskie święta. Na stole zawsze znajduje się dwanaście potraw. Jak w każdej rodzinie śpiewamy kolędy, a o północy idziemy wspólnie na pasterkę. Dopóki nie poznałam Rafała, to nie wiedziałam, że święta mogą być takie piękne. Miło spędzimy również Sylwestra, gdyż 29 grudnia wyjeżdżamy do Żywca. W Boże Narodzenie będę z rodziną. Jestem dziennikarzem sportowym, więc normalnie pracuję. O godz. 14.05 mam ostatni serwis i wieczorem mogę już wrócić do domu. Wigilia przebiega bardzo tradycyjnie. Na początek czytamy fragmenty Pisma Świętego, później modlimy się i śpiewamy, a na końcu przystępujemy do spożywania potraw. Uwielbiam rybę faszerowaną w galarecie i susz. Śledziem też nie pogardzę. Właśnie jestem w Rzymie u rodziny mojej dziewczyny Noemi. Wierzę, że te święta będą niezapomnianym przeżyciem. Na święta zostaję w Puławach. To mnie cieszy, gdyż trenując w Hiszpanii,= rzadko mam okazję przyjeżdżać do domu. Kiedy wylądowałem w Polsce, to nie ukrywam, że przeżyłem mały szok termiczny. Wigilia, która odbędzie się u babci, zacznie się o 17. Wszyscy czekamy do pierwszej gwiazdki, a później otwieramy prezenty i składamy życzenia. Moją ulubioną kolędą jest \"Dzisiaj w Betlejem”. Po świętach trochę potrenuję, żeby po powrocie na półwysep Iberyjski być w dobrej formie.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama