Nasza publikacja wywołała poruszenie w środowisku artystycznym, w którym od wielu tygodni sporo mówiło się o sytuacji w filharmonii. Przełomem było lutowe pismo związkowców do PIP, które zebrało skargi kilkunastu byłych i obecnych pracowników, oparte m.in. o ich notatki. Choć dyrektor Dominik Mielko wraz z kierownikiem artystycznym zaprzeczyli, by którekolwiek z zarzutów miały oparcie w faktach, to pod dachem gmachu przy Marii Curie-Skłodowskiej 5 zaczęło kipieć.
Ze strony internetowej filharmonii zniknęły personalia kierownika działu artystycznego, który przy okazji naszego artykułu zastrzegł brak zgody na publikację imienia i nazwiska. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie – już wtedy jego los był przesądzony. Dziś te plotki się potwierdziły.
Kierownik złożył wypowiedzenie, które zostało przyjęte, a na jego miejsce powołano już inną osobę. Pracownicy odetchnęli z ulgą, licząc na lepsze czasy w instytucji. Część naszych rozmówców uważa jednak, że to w żaden sposób nie kończy sprawy. Dodają, że nie skończy jej również kontrola PIP. Ta zresztą miała właśnie dobiegać końca, ale wiemy już, że póki co została przedłużona o co najmniej kilka tygodni. Część byłych pracowników filharmonii wstąpiła na drogę sądową, a związkowcy złożyli do inspekcji pracy kolejną skargę. Oznaczać to może, że klocki domina dopiero poszły w ruch…














Komentarze