Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pani doktor nas zlekceważyła

Mój kuzyn każdego dnia gaśnie w oczach - Jolanta Nakonecka z trudem powstrzymuje emocje. - Być może byłoby inaczej, gdyby lekarka pogotowia nie odmówiła zabrania go do szpitala.
Jolanta Nakonecka z Polesia pod Puławami jest najbliższą krewną mieszkającego po sąsiedzku kuzyna. Starszy mężczyzna pod koniec ub. roku przeszedł udar. Po kilku tygodniach wrócił do domu. Ale na początku lutego jego stan się pogorszył. - Mówił niewyraźnie, miał mętny wzrok. Objawy wskazywały na ponowny udar - opowiada pani Jolanta. Kobieta wezwała pogotowie. Lekarka zmierzyła pacjentowi ciśnienie, osłuchała i dała leki. - Ale powiedziała, że to nie udar. Powiedziała, żebym zamówiła prywatną wizytę neurologa i odjechała - mówi krewna pacjenta. Kobieta zamówiła więc popołudniową wizytę w prywatnej przychodni. Z trudem przewiozła chorego do Puław. - Neurolog stwierdziła, że objawy mogą mieć związek z pogodą - mówi pani Jolanta. Na szczęście, lekarka wypisała skierowanie do szpitalnej izby przyjęć. Tam chory dostał leki i kroplówkę. - Po dwóch godzinach oczekiwania na neurologa, zdecydowano, że zostanie w szpitalu. A następnego dnia usłyszałam diagnozę: drugi udar - mówi kobieta. Pacjent od kilkunastu dni leży na neurologii. - Traci świadomość, chociaż wcześniej nie było aż tak źle - mówi kobieta. - Może gdyby lekarka wcześniej zauważyła, co się dzieje, byłoby z nim lepiej. Pani Jolanta złożyła oficjalną skargę. - Lekarka miała prawo nie rozpoznać kolejnego udaru. Zwłaszcza że później nie rozpoznała go także jednoznacznie lekarz neurolog w prywatnej przychodni. Dzień wcześniej, przed zdarzeniem, była u pacjenta także lekarka rodzinna i również niczego nowego nie stwierdziła - mówi Waldemar Gardias, zastępca dyrektora puławskiego szpitala. Ale zdaniem dyrektora, to nie usprawiedliwia lekarki pogotowia. - To niedopuszczalne, że odesłała pacjenta na wizytę prywatną. Albo trzeba było go zabrać do szpitala na obserwację, albo dać skierowanie do poradni. Dlatego zostaną wobec niej wyciągnięte konsekwencje służbowe - zapowiada Gardias. Jednocześnie dyrektor wątpi, że 12 godzin opóźnienia w przyjęciu na oddział - w przypadku akurat tego pacjenta - miało większe znaczenie. - Co innego, gdyby nie przyjmował wcześniej leków. Ale on je brał. Czyli właściwie cały czas był leczony, nawet w domu - dodaje zastępca dyrektora.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama