Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Grozili, że jak nie zapłaci to ją spalą

Bandyci terroryzowali kobietę, a w końcu kompletnie porozbijali jej samochód, gdy ona siedziała w środku. Mimo to sąd wypuścił jednego z nich z aresztu. W tym samym dniu ktoś przebił opony w jej drugim samochodzie.
Puławska prokuratura właśnie złożyła zażalenie na decyzję Sądu Rejonowego, który zgodził się wypuścić Leszka P. za poręczeniem majątkowym. Mężczyzna wpłacił 25 tys. złotych i wyszedł na wolność. Za próbę wymuszenia rozbójniczego będzie odpowiadał z wolnej stopy. Chyba że Sąd Okręgowy zdecyduje inaczej. Posiedzenie w tej sprawie w najbliższą środę. Przynajmniej do tego czasu właścicielka puławskiego pubu będzie obawiać się o życie własne i swojej rodziny. - To straszne, że sąd zgodził się go wypuścić - mówiła nam wczoraj przerażona kobieta. To, co ją spotkało kilkanaście dni temu, będzie pamiętać bardzo długo. Przez kilka dni jej lokal w Puławach odwiedzało dwóch mężczyzn. Straszyli, że jeśli nie zgodzi się płacić cotygodniowego haraczu, podpalą jej bar. - Powiedzieli, żebym oszacowała, ile im mogę przekazywać za \"ochronę”. Oczywiście, nie zgodziłam się na żaden haracz. Pewnie myśleli, że skoro od niedawna prowadzę ten lokal, to łatwo się ugnę - opowiada właścicielka pubu. Po kilku dniach bandyci zrobili pokaz siły. Kobieta przed swoim domem wsiadła do samochodu. Wtedy z tyłu podjechało auto, z którego wysiedli zakapturzeni mężczyźni z kijami bejsbolowymi w rękach. Kobieta chciała uciec chodnikiem, ale wtedy z przodu zajechał jej drogę drugi samochód, z którego również wysiedli napastnicy. Napadniętą zamknęła się w aucie, więc mężczyźni zaczęli tłuc kijami w okna. Powybijali szyby, a do środka wpuścili gaz. Kiedy doszczętnie zdewastowali auto, odjechali. Kobiecie na szczęście nic się nie stało. Wezwała policję. Po kilku godzinach udało się zatrzymać Leszka P. To właśnie on przychodził do jej pubu i żądał haraczu. Pozostałych napastników szuka policja. Prokuratura chciała, żeby złapany bandyta trafił do aresztu. Puławski sąd wprawdzie się zgodził, ale jednocześnie uznał, że poręczenie majątkowe w wysokości 25 tys. zł wystarczy, żeby zapewnić odpowiedni przebieg procesu. Już dwa dni po tej decyzji mężczyzna mógł wyjść na wolność, bo ktoś wpłacił za niego poręczenie. - Tego samego dnia byłam u siebie w pubie. Wstąpiłam tam dosłownie na chwilę, a kiedy wyszłam, opony w samochodzie były poprzecinane - opowiada kobieta. - Możemy tylko przypuszczać, że to kolejna próba zastraszenia, ale żadnych dowodów nie mamy - mówi Roman Maruszak z puławskiej policji. Od dwóch dni kobiecie wszędzie towarzyszą policjanci. Czy sąd słusznie wypuścił podejrzanego za poręczeniem majątkowym?

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ: Rewolucja totalna! | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama