Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Karetka pogotowia tylko dla chorego

Żona wezwała karetkę do chorego męża. Ratownicy położyli nieprzytomnego 77-latka na noszach, po czym wsiedli do kabiny kierowcy i odjechali. Pozostając głusi na błagania kobiety, chcącej towarzyszyć mężowi.
Hieronim Kaczor z Chruślanek Józefowskich miał 77 lat, był cukrzykiem. Dodatkowo cierpiał na szereg innych chorób. - Wezwałam karetkę, ponieważ mąż źle się poczuł. Miał bardzo wysoki poziom cukru - opowiadała nam Janina Kaczor, żona Hieronima. Pani Janina chciała razem z mężem pojechać do szpitala - Bo chciałam przy nim być - płacze. - Wcześniej, kiedy wzywałam karetkę, zawsze zabierali mnie ze sobą. Tym razem było inaczej. Karetka zabrała tylko chorego. A Kaczorowie nie mają swojego samochodu. Pani Janina twierdzi też, że mąż został przez ratownika i kierowcę położony na nosze, opasany pasami i pozostawiony sam w karetce bez opieki. - Widzieliśmy z synem na własne oczy, jak lekarka z ratownikiem usiedli z przodu - denerwuje się kobieta, ocierając łzy. - A oprócz tego mamy nagranie z kamery zamontowanej przed domem. Droga do szpitala jest długa. Mieszkamy w lesie. Kawałek jedzie się przez las, wyboistą drogą. I w czasie takiej podróży do szpitala nikt nie był przy chorym! I jeszcze mnie nie chcieli wziąć do karetki. To nieludzkie! \"Ze względu na swój stan zdrowia, chory podczas transportu znajdował się pod bezpośrednią opieką ratownika medycznego, przebywającego wraz z nim w przedziale medycznym” - poinformowała pisemnie Elżbieta Korszla, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Opolu Lubelskim. Na pytanie, dlaczego żona nie mogła pojechać razem ze swoim mężem do szpitala odpowiada: \"Zgodnie z obowiązującymi przepisami, oprócz chorego do karetki może wsiąść prawny opiekun chorego dziecka lub osoby ubezwłasnowolnionej - co w tym przypadku nie miało miejsca. Związane jest to z warunkami umowy dotyczącej odszkodowań z tytułu NW osób transportowanych w karetce”. Wczoraj dowiedzieliśmy się od pani Janiny, że jej mąż nie żyje.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama