Reklama
Strażacy apelują: Nie wypalajcie traw!
Ponad 350 razy w ostatnich trzech dniach nasi strażacy wyjeżdżali do pożarów traw. Jednostki z Lublina ściągają do pomocy ochotników z całego powiatu, bo nie nadążają z gaszeniem.
- 07.04.2009 19:03
- To już prawdziwa plaga - podkreśla st. kpt. Ryszard Starko z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie. - Strażacy z całej Lubelszczyzny gaszą pożary traw i nieużytków po 100 razy dziennie. W ciągu ostatnich kilku dni to już łącznie kilkaset interwencji. I to zarówno na wsiach, jak i w największych miastach.
Apele strażaków nie przynoszą skutku. Dlatego mundurowi chcą poprosić o pomoc księży.
- W środę rano będę u arcybiskupa Józefa Życińskiego na śniadaniu i, jeżeli jest taka potrzeba, poruszę ten temat - zapowiada ks. Mirosław Ładniak, kapelan lubelskiej straży. - Może pomoże głos księży z ambon - podkreśla Starko.
Tylko w Lublinie od początku kwietnia straż musiała wyjeżdżać do płonących nieużytków ponad 120 razy. W niedzielę 4 jednostki gasiły 8 hektarów przy ul. Torowej na Ponikwodzie. W poniedziałek aż 5 jednostek zmagało się z płonącymi 5 hektarami przy ul. Poligonowej.
- Od kilku dni powtarzają się te same miejsca: wąwozy na Czubach i LSM, rejon ul. Janowskiej i Poligonowej, okolice ul. Jana Pawła II, Węglin, Choiny - wylicza st. kpt. Michał Badach z Komendy Miejskiej PSP w Lublinie. Pożarów jest tyle, że jednostki z samego miasta nie nadążają z ich gaszeniem. - Prosimy o pomoc Ochotniczą Straż Pożarną z całego powiatu - dodaje Badach.
Płoną łąki, pastwiska, pasy przydrożne, rowy i nieużytki. - Ludzie nie zdają sobie sprawy, jakie to może mieć konsekwencje - podkreśla Starko. - Przy dużym wietrze nawet mały pożar może natychmiast się rozprzestrzenić.
Dlatego strażacy jadą do każdego zgłoszenia o podpalonych nieużytkach. - Czasem to akcja wymagająca kilku godzin i udziału kilku zastępów - podkreśla Badach. Jeden taki wyjazd kosztuje kilkaset zł.
- A jeżeli nasze samochody i ludzie pracują w terenie, i w tym samym czasie wybucha pożar w mieszkaniu lub następuje wypadek? - pyta Starko. - Dotrzemy tam. Ale później. Nietrudno przewidzieć skutki.
Reklama












Komentarze