Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Policja o incydencie w Dorohuczy: Nikogo w kajdanki nie zakuwaliśmy

Policjanci, którym w środę w Dorohuczy chciałem zrobić zdjęcie, bo ich radiowóz stał w zatoczce autobusowej, na moment zakuli mnie w kajdanki - mówił nam Kamil Kołtun ze wsi Kobyle. Policjanci z patrolu przedstawiają inną wersję tego zdarzenia.
- To miejsce jest wyznaczone do kontroli pojazdów, my tam byliśmy zaproszeni do współpracy przez Urząd Celny - mówi starszy sierżant Grzegorz Korcz z Komendy Powiatowej Policji w Świdniku. W pewnej chwili zauważyliśmy daewoo nexię. Jechała poboczem w kierunku Chełma. Kierowca trzymał telefon komórkowy na wysokości twarzy. Potem przejechał koła nas przez ciągłą linię. Czytaj też: Zakuli go w kajdanki, bo zrobił zdjęcie policyjnego radiowozu. - Zauważyliśmy, że kierowca robił zdjęcia z ukrycia, a następnie przyszedł i stojąc pomiędzy nieoznakowanym pojazdem UC i radiowozem robił dalej zdjęcia. Zapytałem, po co je robi. Odparł, że dla siebie i że wolno mu to robić. Później oświadczył, że robi to na zlecenie znajomej dziennikarki. Nie zaprzeczyłem, że wolno mu robić zdjęcia, powiedziałem tylko, że kultura wymaga uprzedzić o tym. Potwierdził przy tym, że robił zdjęcia telefonem w czasie jazdy. W radiowozie podał swoje dane, powiedział, że zdjęcia usuwa. Poproszony o dokumenty oświadczył, że ma je w samochodzie. Poszedł po nie. Wrócił rozmawiając przez telefon, prawdopodobnie z dyżurnym policji. Oświadczył, że nie pokaże dokumentów. - Nie. Oznajmiłem, że podjedziemy do jego samochodu. Zareagował nerwowo. Wybiegł z radiowozu. Funkcjonariusze UC zatrzymali go przy wiacie przystankowej. Grzecznie wsiadł do radiowozu. Podjechaliśmy do jego auta. Stało w strefie zamieszkania, w miejscu do tego niewyznaczonym. Poprosiłem o prawo jazdy i dowód rejestracyjny - kierowca je przyniósł. Pouczyłem go, że sprawa zostanie skierowana do sądu grodzkiego. Oświadczył, że chce mandat. - Widząc rozchwiany stan emocjonalny kierowcy nie podejmowałem decyzji o jego ukaraniu. Niech to rozstrzygnie sąd. - Do jego samochodu poszedł mój kolega z patrolu. Okazało się, że pęknięty jest klosz tylnej lampy, a oświetlenie tablicy jest niepełne. Zatrzymaliśmy za to dowód rejestracyjny, gdyż nie był w stanie usunąć usterek. - Nikt nie stosował kajdanek. Do niczego go nie zmuszaliśmy. Nie było takiej potrzeby.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama