Marek Papszun (Legia Warszawa)
– Podziękowania dla naszych kibiców za te oba mecze. Daliśmy plamę w poprzednim i chcieliśmy ją zmazać. Legia musi tak grać, jak dzisiaj. Bez względu na okoliczności, na to jak się układa mecz, to musi walczyć do końca. Mając takich kibiców, to po prostu jest nasz obowiązek. Póki ja będę trenerem, to będę się starał robić wszystko, żeby tak właśnie było. Ambicji, woli walki i charakteru nigdy nie może nam brakować.
– Jeżeli chodzi o mecz, to graliśmy z takim motywem rewanżu, po sportowemu. Oczywiście, biorąc pod uwagę kontekst wyniku, nie mówię o grze. Cieszę się, że się zrewanżowaliśmy, choć ten mecz był dla nas trudny. Nie wiem, czy nie trudniejszy niż poprzednie spotkanie, które Motorowi dobrze się ułożyło. To na pewno były emocjonujące zawody dla kibiców, było dużo zwrotów akcji i różnych momentów. Uważam, że pierwszą połowę mieliśmy pod kontrolą. Motor miał jedną podwójną sytuację, w której super zachował się Otto, a my również mieliśmy dwie swoje czyste szanse. Uważam, że dobrze rozgrywaliśmy ten mecz – do straty bramki Motor nie mógł nam zagrozić. Widziałem już jednak takie symptomy, że trochę za bardzo idziemy w prostotę i chcemy przetrwać. To nigdy się nie sprawdza.
– Pierwsza bramka padła tak, jak miała paść, jak się przygotowywaliśmy do Czubaka. To martwi, bo druga podobnie. W zbyt prosty sposób straciliśmy prowadzenie i to się na nas odbił. Motor miał jeszcze jedną sytuację w 72 minucie po błędzie. Nie poddaliśmy się, zmiany wniosły nie tylko ożywienie i podniesienie intensywności, ale i jakość. Kuba Żewłakow strzelił pierwsze bramki w Legii Warszawa. To wróży na przyszłość dobrze. To utalentowany chłopak i mocno w niego wierzymy. Cieszymy się bardzo. Odwróciliśmy wynik w ostatniej chwili, a to jest bardzo cenne. Wiemy, że w tej lidze zdobywać punkty jest bardzo ciężko, szczególnie na wyjeździe. Wracamy do Warszawy usatysfakcjonowani.
Mariusz Misiura (Motor Lublin)
– Na pewno jest to jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu, żeby przyjść na konferencję. Powiem tak, jest takie powiedzenie: dumny po zwycięstwie i wierny po porażce. Ja po tym meczu mam zamiar być dumny i wierny tej drużynie. Ciężko jest mi zaakceptować końcowy wynik, patrząc na przebieg meczu, na to jak straciliśmy bramki, jakich sytuacji nie wykorzystaliśmy. Nie mam zamiaru się licytować, kto miał ich więcej, tylko w jakich momentach i jakiej były trudności te sytuacje. Najtrudniej będzie się jutro obudzić z takim poczuciem, że my mamy pięć punktów, a Legia 15. To były bardzo dobre dwa spotkania z Legią i najtrudniej jest mi zaakceptować wynik tego meczu.
Co się stało w końcówce spotkania i z czego wynikały zmiany, chociażby Bartka Bereszyńskiego...
– Bartek grał tak długo, jak mógł. Zmiana była spowodowana jego urazem. W 82 minucie pokazywał już, że chce zmiany, ale było to nasze ostatnie okienko. Chcieliśmy jeszcze je wydłużyć. Wiedzieliśmy, że sędzia doliczy około 10-12 minut, więc mieliśmy poczucie, że drużyna dobrze funkcjonuje i nie chcieliśmy w niej nic zmieniać. Kiedy jednak Bartek nie mógł już grać, zdecydowaliśmy się dokonać roszady. Chcieliśmy utrzymać intensywność, bo Legia cały czas zmieniała zawodników i mieliśmy poczucie, że jest coraz intensywniejsza. Mecz cały czas miał takie samo tempo, a może nawet większe. Nasi zawodnicy też byli już mocno obciążeni. Trudno jest na gorąco komentować bramki na 2:2 i 2:3. Na spokojnie, wewnątrz zespołu, sobie o tym porozmawiamy.
Dlaczego w dwóch ostatnich meczach zagrał Tin Plavotić, a nie Marek Bartos...
– Uważam, że zagraliśmy na zero z tyłu z bardzo dobrym przeciwnikiem. Ja nie jestem człowiekiem, że jak ktoś zrobi błąd, to go chowam do szafy. W meczu Tin i reszta zawodników mieli około stu działań. Jeżeli z tych stu zrobi jeden błąd, to ja nie zapominam, że w 80 zachował się bardzo dobrze. Może te jego dobre momenty sprawiły, że w innych sytuacjach nie straciliśmy bramki. Doceniałem zero z tyłu we wtorek, dobrą energię, dlatego zdecydowaliśmy się tylko na jedną zmianę. Zdaję sobie sprawę, jaki jest wynik, ale ja czułem ogromną dumę patrząc na nasze zachowania na boisku. W piłce jest taka cienka linia: strzelasz na 3:1 grasz dalej to samo jesteś bohaterem. Nie strzelasz, grasz to samo, ale tracisz dwie bramki i przegrywasz. Patrząc przez pryzmat tych dwóch miesięcy, ja jestem ogólnie zadowolony z gry drużyny, ale nie jestem zadowolony z ilości punktów. To jest trudne do zaakceptowania.
Legia w sobotnim meczu zmieniła strukturę na 3-4-3...
– Mamy bardzo mądrych ludzi w sztabie. Cała odprawa była poświęcona właśnie tej strukturze. Mogę wam nawet pokazać telefon. W momencie, kiedy Legia wyszła na rozgrzewkę, czuliśmy, że to jest blef i że w ostatniej chwili dojdzie do jakiejś zmiany. Struktura nie była dla nas żadnym problemem. Uważam, że pod względem taktycznym jedna i druga drużyna zagrały na bardzo wysokim poziomie i dobrze reagowały w trakcie meczu. Tym bardziej trudno mi zaakceptować, że w tak zamkniętym spotkaniu nie byliśmy w stanie zamienić wykreowanych sytuacji na bramki. To na pewno jest bardzo bolesne.
Jak podnieść drużynę po takiej porażce...
– Patrząc na zachowanie, jak przyjdę na trening w niedzielę, to będę wiedział czy trzeba będzie ich podnosić, czy będzie w nich na tyle złości, że nie będą mogli się doczekać następnego meczu. Jestem zły na wynik, ale to jak się prezentowała drużyna, ja jestem dumny. Możecie się z tym nie zgadzać, czas wszystko zweryfikuje.

Komentarze