Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Reklama

Janów Podlaski: Fekalia zatruły uprawy

Podczas oberwania chmury sieć kanalizacyjna nie wytrzymała naporu wody. W kilku miejscach z nisko położonych studzienek trysnęły nieczystości. Skażone zostały uprawy. Inspektorzy badają straty po ulewnych deszczach.
- Cuchnące szambo wyrzuciło pokrywę ze studzienki i tryskało jak gejzer. Skaziło łąkę należącą do mojej żony, która straciła co najmniej 6-7 tysięcy złotych, bo cofnięto jej specjalne dopłaty do ekologicznych terenów. Nieczystości trafiły pewnie do rzeki Czyżówki, płynącej przez Podlaski Park Krajobrazowy \"Podlaski Przełom Bugu” - opowiada Ireneusz Żmudziński, który przewiduje, że będą problemy z utylizacją upraw łąkowych i następnie przywróceniem tego terenu do użytkowania. Podobne straty poniósł Maciej Falkiewicz, malarz i hodowca koni, którego łąkę też zniszczyły nieczystości. Mieczysław Klimkiewicz, który mieszka na końcu ulicy Gabriela Narutowicza, także przeżył horror podczas wtorkowej nawałnicy. Ze studzienki na jego posesji wystrzeliła metalowa pokrywa i trysnął gejzer szamba i deszczówki. Natychmiast olbrzymie rozlewisko zagroziło stodole. - Miałem tam zgromadzone prawie 40 ton zboża. Wezwałem do pomocy straż pożarną, która przepompowała fekalia za stodołę, w rosnące kartofle. Powstało olbrzymie cuchnące rozlewisko. W dodatku przybrała rzeka i naniosła śmieci. Prawie 30-arowy ogród mam cały zanieczyszczony - martwi się Klimkiewicz. Poszkodowani rolnicy wystąpili ze skargą do Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska. Wczoraj kontrolerzy z WIOŚ sprawdzali stan zanieczyszczeń. Adam Kaczmarczyk, który fotografował zalane tereny i pobierał próbki wody przyznał, że ponad dobę potrwa ich badanie. - Zobaczymy, czy był to jakiś wypływ z oczyszczalni, czy może rzeka Czyżówka wezbrała i podtopiła wylot kolektora - zapowiada dokładne badania Edward Dec, kierownik bialskiej delegatury WIOŚ. Tymczasem Jacek Hura, wójt Janowa Podlaskiego, twierdzi, że to nie kanalizacja zalała łąki, lecz woda ze żwirem z rozmytej ulicy Mickiewicza. - Ja tu nic nie czuję, nie śmierdzi. Ale kanalizacja należy do Zakładu Usług Wodnych w Parczewie i została zbudowana jeszcze przed moją kadencją - tłumaczył wójt, który chce, by sprawdzono czy osoby zgłaszające szkody nie odprowadzają deszczówki wprost do kanalizacji. Sprawę zalanych łąk bagatelizowali pracownicy miejscowej oczyszczalni ścieków, należącej do parczewskiego ZUW. - Nie ma problemu! Ktoś z igły robi widły. Nic się nie stało. Wiele osób ma rynny wpuszczone do sieci kanalizacyjnej i trafia tam nadmiar deszczówki - bagatelizował sprawę jeden z robotników.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama