Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Lubelska przychodnia w ogniu krytyki. „Niektórzy wyniki dostają po sześciu miesiącach”

Lubelska przychodnia nie traktuje pacjentów poważnie. Terminy oczekiwania na sam odbiór wyników badań porażają. Pacjenci muszą błagać. Albo grozić.
Lubelska przychodnia w ogniu krytyki. „Niektórzy wyniki dostają po sześciu miesiącach”
Zdjęcie poglądowe

Autor: Unsplash

Top-Medical na ulicy Szeligowskiego 6 jako spółka z ograniczoną odpowiedzialnością została zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym w 2001 roku. Opinie online na temat przychodni Top-Medical, chociaż nie są liczne, od początku były podzielone. Według nich niektórzy pacjenci wyniki otrzymują niemal natychmiast. Inni narzekają na długi czas oczekiwania i tragiczną wręcz pomoc pielęgniarek. W takiej sytuacji znalazł się również nasz Czytelnik.

Historia jednego z pacjentów

Pan Jerzy jest nauczycielem w szkole dla osób niesłyszących i słabosłyszących. Do tej pory, ze względu na dopisujące zdrowie nie miał zbyt często do czynienia ze placówkami medycznymi. Kiedy po rutynowych badaniach wyniki okazały się poza normą, dostał skierowanie na cito na badanie obrazowe z podejrzeniem obecności komórek rakowych. Tomografię z kontrastem przeprowadził w Top-Medical 16 maja dr n. m. Łukasz Światłowski. W recepcji zapowiedzieli, że wyniki na pewno będą gotowe do odebrania najpóźniej po tygodniu. 

- Na korytarzu usłyszałem, jak ktoś powiedział: Człowieku, ciesz się. Niektórzy wyniki dostają po sześciu miesiącach. Szok – mówi pan Jerzy.

Pan Jerzy czekał na nie do 5 czerwca, co dla osoby z podejrzeniem raka, nawet nie złośliwego, może być wyrokiem śmierci. Wyniki dotarły po tych trzech tygodniach wyłącznie dzięki usilnym staraniom nauczyciela. 

- Zacząłem straszyć, że to jest niepojęte. Że to tak nie może być. Widziałem strasznie wkurzonych ludzi. Podejrzewam, że może też czekali, tak jak ja, bo byli bardzo niezadowoleni – opowiada pan Jerzy.

Zmuszony był kilkukrotnie dzwonić do przychodni. Za każdym razem był serdecznie przepraszany i zapewniany, że wyniki będą jak najszybciej. Trzy dni wcześniej, 2 czerwca, odbyła się wizyta w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej im. św. Jana z Dukli w Lublinie, na której bez opisu badania lekarz mógł tylko rozłożyć ręce. 

W dzisiejszych czasach średni okres oczekiwania na wizytę u specjalisty wynosi około czterech miesięcy. Pan Jerzy jednak się nie poddał i mimo że nie jest zadowolony z takiego obrotu spraw, udało mu się zarezerwować termin kolejnej wizyty na 30 czerwca, poprzez koneksje między przychodnią a szkołą. 

- Nigdy nie lubiłem takich załatwiań i tak dalej, bo mnie się to kojarzy z jakimś łapówkarstwem. Ale nie dziwię się ludziom, że tak robią, bo to chodzi o ich życie – stwierdza pan Jerzy.

To nadal jednak nie jest w stu procentach pewny termin ze względu na ograniczoną liczbę pacjentów, jaką w ciągu dnia może przyjąć lekarz. Ostatecznie wynikiem będą praktycznie dwa miesiące stresu i oczekiwania na wiadomość o stanie zdrowia, a być może o obecności komórek rakowych. 

Rzecznik lubelskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia twierdzi, że na tę konkretną jednostkę medyczną nie wpłynęły żadne skargi. Podobnie jak na dr Łukasza Światłowskiego i personel medyczny przychodni. Czyżby pacjenci bali się konfrontacji? Wiemy, że pan Jerzy nie jest jedyną osobą, która miała podobny problem z Top-Medical. Z jego opowieści wynika, że pacjenci zmuszeni są czasem nawet błagać o chociażby wysłuchanie.

Skarga to za duży zachód

Jeśli pacjenci nie są w stanie zadbać o własne prawa, kto zrobi to za nich? Średni wiek pacjentów w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej to 40 lat i więcej. Skargę na za długi czas oczekiwania w przychodniach należy w pierwszej kolejności kierować do władz placówki. Jeśli to nie przyniesie skutku, do NFZ, a każda z nich musi zawierać takie dane jak imię, nazwisko i adres skarżącego. Dużo zachodu i papierologii, co często nie jest łatwą sprawą dla starszych pacjentów. Nic więc dziwnego, że nikt nie chce się wychylać i ryzykować konsekwencjami prawnymi.

Co na to Top-Medical?

Sama przychodnia nie ma zamiaru odnosić się do stawianych jej oskarżeń. Zasłania się przepisami o RODO i tajemnicą lekarską, chociaż sprawa nie dotyka tych kwestii.

- Zapewniam, że dobro i bezpieczeństwo pacjentów są dla nas najwyższym priorytetem. Dlatego każdy pacjent, który ma zastrzeżenia co do przebiegu procesu diagnostycznego, ma prawo złożenia skargi, co pozwala na indywidualne i szczegółowe zbadanie sprawy – mówi kierownik Top-Medical, Ewelina Jędrak.

W teorii „na cito” ma być medycznym alarmem. Jednak w polskiej rzeczywistości staje się często pustym słowem. Pacjentowi, uwięzionemu w labiryncie procedur, których nie zna, pozostaje bezczynne czekanie. W poczuciu strachu i bezradności.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama