Pijani bracia omal nie spowodowali po pijanemu poważnego wypadku. Pomyśleli jednak, że mogą się uniknąć kary. Zgłosili, że ktoś im auto ukradł.
er
07.08.2009 14:48
W czwartkowe popołudnie w miejscowości Gułów (gm. Adamów) na skrzyżowaniu kierowca opla calibry stracił panowanie nad pojazdem. Obrócił się tyłem do kierunku jazdy i uderzył w nadjeżdżające volvo.
- Volvo zostało odrzucone na pobocze i uderzyło w ogrodzenie – mówi Andrzej Biernacki, z policji w Łukowie. - Kierowca opla uciekł.
W volvo jechał kierowca z dwójką małych dzieci. Nikt z nich nie ucierpiał.
Policjanci nie mieliby kłopotów z ustaleniem właściciela opla, bo auto zgubiło tablicę rejestracyjną. Mężczyzna zatelefonował jednak sam, twierdząc, że ktoś ukradł jego samochód. Policjanci zastali go w domu. Był pijany, tak samo jak jego brat. Mężczyźni przyznali w końcu, ze żadnej kradzieży nie było. Rozbite auto ukryli auto w lesie. Żaden z nich nie przyznaje się do kierowania pojazdem podczas kolizji.
Komentarze