I liga: Zdobyli pierwszy punkt, na gola ciągle czekają
Po trzech kolejnych porażkach, Górnik wreszcie zszedł z boiska ze zdobyczą punktową. W Katowicach \"zielono-czarni” wywalczyli bezbramkowy remis i wciąż ich piętą achillesową pozostaje strzelanie bramek.
- 23.08.2009 16:37
W sobotę w roli trenera łęczyńskiej jedenastki zadebiutował Tadeusz Łapa, który zastąpił Wojciecha Stawowego. Jednak na razie nowy szkoleniowiec (choć to już jego czwarte podejście do pierwszego zespołu) pełni swoją funkcję wyłącznie tymczasowo. Przed wyjazdem do Katowic Łapa zapowiedział kilka roszad w zespole, z czego siedemdziesiąt pięć procent nastąpiło w obronie.
Na prawym jej boku po raz pierwszy wybiegł wychowanek klubu – Piotr Bronowicki, a w środku wystąpił Wallace Benevente, który nie przekonał do siebie outsidera ekstraklasy – Zagłębia Lubin. I całe szczęście. Do drużyny wrócili także odesłani wcześniej do rezerw Rafał Niżnik oraz Krzysztof Kazimierczak, a najdalej wysuniętym napastnikiem został Janusz Surdykowski.
Te wszystkie zmiany sprawiły, że Górnik rozegrał dotychczas najlepsze spotkanie. – To wcale nie jest najsłabszy zespół w lidze. Już niedługo znacznie wygrywać i być groźny dla każdego – ocenił na konferencji prasowej Adam Nawałka, trener \"Gieksy”. Mówiąc to, pewnie pamiętał o sytuacji z 16 min. Bo łęcznianie, którzy wcześniej mieli wielkie problemy ze stwarzaniem okazji, mogli wyjść na prowadzenie.
To była akcja Krzysztofa Kazimierczaka i Prejuce\'a Nakoulmy, po której Surdykowski minimalnie przestrzelił. Podobnie jak w 20 min Radosław Bartoszewicz, kopiąc z dystansu. Z kolei po drugiej stronie boiska Jakub Wierzchowski najczęściej miał do czynienia z Grzegorzem Goncerzem, Kamilem Cholerzyńskim i Piotrem Plewnią, ale nie były to stuprocentowe sytuacje.
Druga połowa rozpoczęła się spokojnie, a wydarzenia zaczęła gmatwać brutalna gra miejscowych i pobłażliwość sędziego. Efektem tego były urazy Veljko Nikitovicia i Piotra Bronowickiego. Mimo to w 65 min groźnie pod bramką Jacka Gorczycy zrobiło się po główce Benevente, a później strzale wprowadzonego na boisko Kamila Stachyry.
Ale im bliżej końca meczu, tym GKS stawał się niebezpieczniejszy.
Najpierw sygnał dał Plewnia, strzelając tuż obok słupka, a w końcówce źle mogły skończyć się niefrasobliwe straty piłki. W 87 min próbką wysokich umiejętności błysnął Wierzchowski, broniąc uderzenie z 20 m Tomasza Hołoty. Ostatnie fragmenty goście grali już bez Pawła Tomczyka, dwukrotnie ukaranego żółtą kartką.
GKS Katowice: Gorczyca – Sroka, Kamiński, Napierała, Niechciał – Goncerz (77 Górski), Cholerzyński, Hołota, Iwan, Plewnia (82 Uszalewski) – Kaliciak (53 Mikulenas).
Górnik Łęczna: Wierzchowski – Bronowicki (61 Tomczyk), Benevente, Karwan, Kazimierczak – Bartoszewicz, Nikitović (59 Stachyra), Niżnik – Nazaruk (82 Kojasević), Surdykowski, Nakoulma.
Żółte kartki: Sroka, Hołota – Kazimierczak, Wierzchowski, Tomczyk. Czerwona kartka: Tomczyk (90 min, za drugą żółtą). Sędziował: Paweł Pskit (Łódź). Widzów: 3500.













Komentarze