Reklama
– Trafił, nawet w niedzielę nie mogłem jeszcze dojść do siebie. Wszystko mieliśmy poukładane, a jednak nie odnieśliśmy zwycięstwa. Dużo zamętu do naszej gry wniósł sędzia. Ale pretensje, przy utracie pierwszego i drugiego gola, miałem przede wszystkim do swoich zawodników.
– Przy pierwszym do Rafał Niżnika. Mieliśmy bardzo dobrze rozpracowane stałe fragmenty gry Sandecji. Rafał miał przeciąć podanie przy rozegraniu rzutu rożnego, bo wiedzieliśmy, że będą przepuszczali piłkę. Wiedział jak to zrobią gospodarze, a mimo to nie zapobiegł.
– Do Kuby Wierzchowskiego. Doświadczony bramkarz nie może przepuścić takiego strzału z rzutu wolnego. Nie wiem, może to emocje wzięły górę. Jednak przy uderzeniu z 17 metrów potrzeba dużego artysty, aby mocno i precyzyjnie kopnął nad murem. Trzeba było pilnować swojego rogu, a Kuba zrobił krok za mur i piłka poleciała w to miejsce, gdzie wcześniej stał.
– Oczywiście, sędzia wyciągnął go z kapelusza. Przy tej odległości do bramki powinien pozwolić grać na gwizdek. Jednak nie zrobił tego. Sandecja szybko rozegrała stały fragment, lecz piłkę przechwycił Veljko Nikitović. Wówczas arbiter zarządził powtórkę. W końcówce zeszło powietrze z płuc gospodarzy i wtedy sędzia na dobre wkroczył do akcji.
– Widocznie traktują nas z góry, jak ekipę z końca tabeli.
– Nie ma co ukrywać, nerwy puściły. Choć po takich decyzjach trudno było je utrzymać na wodzy. Ale obserwator i tak wysoko ocenił sędziego.
Reklama













Komentarze