Piłkarska I liga: W środę Górnik Łęczna zagra w Zabrzu
Od kiedy zespół objął Tadeusz Łapa łęcznianie nie przegrali meczu. Ale w środę przed nimi szczególnie trudne zadanie, czyli starcie Górników w Zabrzu. Niestety, w ekipie gości nie będzie mógł wystąpić Radosław Bartoszewicz.
- 28.09.2009 15:48
Ostatnie spotkanie ze Zniczem miało dwa oblicza. W pierwszej połowie nic nie wychodziło „zielono-czarnym”, dlatego jeszcze przed przerwą szkoleniowiec Górnika zdecydował się na dwie zmiany. Do szatni szybko powędrowali obaj napastnicy – Bartłomiej Niedziela oraz Janusz Surdykowski. – Szybko, nie wiem, czy nie grali za długo... Zresztą, sami się prosili – żartuje Tadeusz Łapa. – Wydaje mi się, że Janek w Łęcznej jest za bardzo sparaliżowany. Jedna nieudana akcja, jakieś okrzyki z trybun i przestaje mu wychodzić. Jestem przekonany, że w Zabrzu będzie zupełnie innym zawodnikiem. Bartek natomiast otrzymał kolejną szansę w podstawowym składzie i znowu nie wypalił. Widać, że pasuje mu przede wszystkim rola dżokera, kiedy wybiega na podmęczonego rywala.
Na drugą część wyszła już całkiem inna drużyna. W ciągu pięciu minut gospodarze o sto osiemdziesiąt stopni odwrócili losy spotkania. A to oznaczało trzecie zwycięstwo w rundzie jesiennej. Niestety, wygrana została okupiona czwartą żółtą kartką Radosława Bartoszewicza. A w kontekście środowego meczu w Zabrzu oraz absencji Veljko Nikitovicia i Grzegorza Bronowickiego, to poważne osłabienie, trudne to wypełnienia. W tej sytuacji należy spodziewać się, że na środek pola, na swoją starą pozycję, powróci Piotr Bronowicki, który w niedzielę był rezerwowym. – Ostatnio najczęściej występowałem na boku obrony, jednak faktycznie, jako defensywny pomocnik czuję się najlepiej. Nie wiem co postanowi trener, ale ja jestem gotowy. Jak zagrać w Zabrzu? Swoje, nie można cofnąć się za głęboko, bo w końcu coś wduszą – stwierdził popularny „Skuter”.
W środę trener gości będzie miał jeszcze jedną łamigłówkę. Wzmocnić środek trzecim pomocnikiem kosztem ataku, czy zostawić ustawienie 4-4-2. – Pierwsze słowa, jakie skierowałem w niedzielę w przerwie do chłopaków to: Co się stało z zespołem, który zasuwał w Szczecinie?! – przypomina trener Górnika. – I z takim samym zaangażowaniem musimy wyjść w Zabrzu. Musimy gospodarzy wybić z uderzenia i zagrać wysokim pressingiem. Stać nas, podobnie jak Pogoń, na korzystny rezultat. Poza tym większa presja spoczywa na rywalach. Oni muszą, my możemy.













Komentarze