Czy można obawiać się rywala, który przegrał sześć spotkań z rzędu, a ostatnie punkty dopisał do swojego konta jeszcze we wrześniu?
(Greg)
02.10.2009 18:50
Można, o ile osiągniętymi w tym samym okresie wynikami nijak nie da się przelicytować rywala. W sobotę w Wolbromiu zmierzą się rywale spod czerwonej kreski.
W obu klubach nie brakuje problemów. Największa bolączką hetmańskich jest strata Łukasza Kaczmarka, obok Rafała Kycki najbardziej wartościowego pomocnika zamościan.
– I wygląda na to, że Łukasz nie zagra już do końca rundy. Podczas meczu z Okocimskim zszedł z boiska. To co braliśmy za stłuczenie, w rzeczywistości okazało się złamaniem kości śródstopia – wyjaśnia dyrektor Zbigniew Pająk.
To nie jedyna absencja w kadrze Hetmana. W Wolbromiu nie zagrają również Kamil Sowa i Marcin Grunt. – Mamy zmartwienia jak to wszystko zestawić, choć i tak wielkiego wyboru nie mamy. Jest szansa, że jeszcze ktoś dojdzie do nas na końcówkę rundy. Jest dwóch zawodników z wolnym statusem, ale to trudne tematy – przyznaje trener Andrzej Orzeszek.
Spotkania Hetmana z Okocimskim i Pelikanem Łowicz – zespołami z górnej części tabeli – pokazały, że zamościanie, nawet z kłopotami kadrowymi są w stanie nawiązać równorzędną walkę, o ile oczywiście niedostatki zostaną zniwelowane ambicją i walką.
– Bo tylko tym możemy zdobywać punkty. Musimy o nie ciężko walczyć i w każdym meczu wybiegać. Jak się kończą mecze na stojąco dobrze wiemy – potwierdza Zbigniew Pająk.
W dodatku zastrzyk finansowy po meczu z Wisłą wpłynął również na podniesienie morale w zamojskiej ekipie. – Zaległości zostały uregulowane. Mamy już kuratora i powiało optymizmem. Nie zamierzamy wracać z Wolbromia z pustymi rękami – dodaje Andrzej Orzeszek.
Szansa na łup jest jednak spora, bo w ekipie z Wolbromia również nie dzieje się najlepiej. O ile strona organizacyjna klubu działa bez większych problemów, to część sportowa jest porównywalna z sytuacją zamościan.
Po serii porażek i fatalnej dyspozycji zawodników do rezygnacji podał się trener Antoni Szymanowski. Od poniedziałku sprawy stara się poukładać Robert Orłowski, ostatnio pracujący z grupami młodzieżowymi w Ruchu Chorzów.
Komentarze