Lipa: Pokonać „Paprotkę”
ROZMOWA Z Joanną Lipą, była mistrzynią świata, drugą zawodniczką Pucharu Europy
- 11.10.2009 21:59
– Sama nie pamiętam od ilu lat walczymy ze sobą. Z pewnością uzbierało się już jednak dobrych kilkadziesiąt starć. Zawsze spotykamy się w finałach. Obie dajemy z siebie wszystko, ale wygrać może tylko jedna. Werdykty są jednak zazwyczaj bardzo wyrównane. To, że jesteśmy na zbliżonym poziomie, zmusza nas do jeszcze większego zaangażowania i ciężkiej pracy na treningach. Dzisiejsza porażka nie była przypadkiem, bo ostatnio to „Paprotka” zwycięża. Jest dwukrotną mistrzynią świata, a ja jednokrotną. Zrobię jednak wszystko, aby w najbliższym czasie znów ją pokonać.
– Od sześciu lat któraś z nas jest najlepsza na globie. W 2003 roku wygrałam ja, a w 2005 i 2007 najlepsza była Aśka. Kolejne mistrzostwa już za miesiąc w Argentynie i inny rezultat niż złoto dla Polski nie wchodzi w grę. Zdobędzie je „Paprotka”, bo to ona będzie reprezentować nasz kraj w rywalizacji indywidualnej. Ja będę jej kibicować i wystartuję w konkurencjach technicznych oraz drużynowych.
– Nie wystartowała Gosia Rogaczewska, która urodziła niedawno dziecko i nie wiem, czy w ogóle wróci do sportu. Szkoda, bo obok mnie była jedyną zawodniczką z Lublina, która miała pewne miejsce w kadrze Polski. Inni zawodnicy mieli bardzo trudnych rywali i poodpadali w eliminacjach. Mam nadzieję, że udało mi się godnie reprezentować nasze miasto na tej imprezie.
– Oczywiście, tym bardziej, że na trybunach była moja rodzina i znajomi, co najbardziej mnie mobilizuje. Lubelska impreza wszystkim się podobała i mam nadzieję, że już niedługo otrzymamy turniej rangi mistrzowskiej. Aby tak się stało wymagane jest jednak lotnisko, które na razie pozostaje w sferze marzeń.
– W niedzielę miałam dzień odpoczynku, a dziś znów powrót do treningów. Niedługo czeka mnie zgrupowanie kadry, a stamtąd wylot bezpośrednio do Argentyny. Liczę, że po raz kolejny wrócimy z workiem medali.
Reklama













Komentarze