Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Daniel Bukowski w mistrzostwach świata!

ROZMOWA Z Danielem Bukowskim, motocylistą wyścigowym LW Bogdanka Racing Team
- Zgadza się, 25 października br. wystartuję w finałowej rundzie Mistrzostw Świata Supersport w portugalskim, Portimao. Przyznano mi tzw. dziką kartę w wyniku oceny moich wyników z całego sezonu. Nie ukrywam – najlepszego w historii moich startów. Od razu dodaję, że jako rezerwowy zabrał się mój kolega z zespołu Marcin Walkowiak. Jest to wynik bezprecedensowy, jak na tak krótkie istnienie teamu. Stworzył go od zera nasz manager i jeżdżący zawodnik Igor Piasecki. - Lekka przesada. Wtedy to ojciec woził mnie na popularnym motorze\"WSK”. Kiedy byłem w pierwszej klasie podstawówki kupił mi motorynkę \"Pony”, okiekt marzeń każdego chlopaka. Siadłem na nią pierwszy raz, jako osmiolatek. Potem już praktycznie motory towarzyszyły mi bez przerwy. Jako szesnastolatek zrobiłem prawo jazdy. Marzyłem o wyścigach. - Wariant numer 3. Żeby zarobić na motocykl wyścigowy, jako 20-latek zainwetsowałem w cięzarówkę i zająłem transportem. Kiedy już go miałem, podczas pierwszych zawodów w 2006 roku, po 12 okrązeniach toru, stanął w płomieniach i spalił się doszczętnie. Nie odpuściłem, za pozyczoną kasę kupiłem \"Yahmahę R6. Na niej okazałem się w sezonie 2007 roku najlepszym debiutantem i zdobyłem Puchar PZMotu. W zeszłym sezonie byłem już w niej wicemistrzem. Od tegorocznego jeżdżę już w zespole z Bogdanki. - To w dużej mierze kwestia oraganizacji naszego zespołu, ale tez planowania strategicznego. Założyliśmy, że priorytetem sezonu jest dostanie się do wyścigów na poziomie mistrzostwa Europy i świata, i to jest wazniejsze niż mistrzostwo Polski. Dlatego skoncentrowałem się przede wszystkim na wyścigach w Championacie Alpe Adria, uznawanym za nieoficjalne mistrzostwa Europy Środkowo-Wschodniej. Są to wyścigi z udziałem naprawdę znakomitych zawodników, mających często doświadczenia z duzo powazniejszych imprez. Ostatecznie, w kalsyfikacje generalnej, zdobyłem mistrzostwo Alpe Adria w klasie Superstock 600 w sposób zdecydowany. Niejako kosztem \"tylko” trzeciego miejsca w mistrzostwach Polski. - Nie do końca w to wierzyłem, ale nasz \"menago” gotów był się zakładać, że analiza moich wyników pozwoli na otrzymanie \"dzikiej karty”. I tak się stało.Na torze w Portimao wyjadę przeciwko światowej czołówce. Jest to ostatni z cyklu wyścigów finałowych tegorocznych mistrzostw. - Oczywiście moblilizacja jest pełna, abym miał najlepsze warunki do tego występu. Udało się zdobyć już najlepszy motocykl, jaki istnieje w kategorii Supersport, serwisowaną przez stajnię Ten Kate - Hondę! Teraz mam się jak najszybciej zaprzyjaźnić z motocyklem i... technikami. - Ten start mimo, że już sam w sobie jest zaszczytem i historycznym wydarzeniem w polskim sporcie motorowym będzie tylko przygotowaniem W Portugalii mozna się pokazać w światowej elicie, nawet wygrać ten wyścig eliminacyjny. Tytułu z tego żadnego nie będzie, bo o tym decyduje cały cykl wyścigów finałowych. Co innego w Hoszapanii. Do Wielkiego Finału kwalifikują się najlepsi zawodnicy z paru europejskich championatów takich jak Alpe Adria czy mistrzostw Niemiec, Francji i Włoch. Najlepsi \"ściganci” Starego Kontynentu. Jeden wyścig wyłania mistrza Europy. Jest o co walczyć i walka idzie na maksa. Na pewno po poznaniu nowej maszyny w Portimao i doświadczeniu w wyścigu z elitą światową, w Albacete będę jechał duzo lepiej, niż gdybym tu miał się uczyć motocykla i towarzystwa rywali. - Zawsze jest taka opcja. Oczywiście można rozważać szanse na ile realna... Ale jak się w nie wierzy,to lepiej w ogóle nie brać się za tę zabawę. Przecież można motorem szpanować przed dziewczynami i też jest \"spoko” ...

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama