Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

"To jest chłam". Śledztwo w sprawie sprzedaży lodowisk przez MOSiR

Śledztwo w sprawie sprzedaży dwóch lodowisk przez miejską spółkę MOSiR wszczęła lubelska prokuratura. Ślizgawki, które prezes MOSiR określał publicznie jako "chłam odkupiła od Lublina Krynica-Zdrój.
"To jest chłam". Śledztwo w sprawie sprzedaży lodowisk przez MOSiR
Większe lodowisko, które działało przy Al. Zygmuntowskich zostało zbudowane siedem lat temu i kosztowało 900 tys. zł, zaś na namiot, pod którym się znajdowało samorząd wydał kolejne 1,9 mln zł. Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji uznał to lodowisko za zbędne, gdy w jego miejscu zaczęła się budowa hali lodowej.

Natomiast mniejsze lodowisko uruchomiono po raz pierwszy w styczniu 2006 r. na pl. Litewskim. Kupione zostało za ponad 700 tys. zł, a pieniądze pochodziły z kary wpłaconej na rzecz miasta przez inwestora za niedotrzymanie słowa, że obok hipermarketu Leclerc przy ul. Zana powstanie kino. W kolejnych latach ślizgawka była rozkładana a to obok Leclerka przy Turystycznej, a to obok hali Globus. Ostatecznie MOSiR postanowił sprzedać również to lodowisko.

Poszukiwania kupca zaczęły się w marcu tego roku. - To jest chłam - tak prezes MOSiR, Zdzisław Hołysz tłumaczył się radnym z zamiaru pozbycia się ślizgawek. - Ja nie wiem, czy się w ogóle trafi ktoś, kto będzie chciał kupić to, co mamy do zaoferowania - mówił na sesji Rady Miasta. Po takiej publicznej reklamie do przetargu nie zgłosił się nikt.

Ale niespełna miesiąc później przetarg na dostawę dwóch lodowisk, w tym jednego zadaszonego namiotem ogłosił Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Krynicy-Zdroju. Parametry ślizgawek idealnie zgadzały się z opisem tych, których chciał się pozbyć Hołysz.

Lubelski MOSiR wygrał przetarg i w efekcie lodowiska zostały sprzedane do Krynicy za 700 tys. złotych. Tam od razu wybuchły kontrowersje wokół tej transakcji. Sprawa trafiła początkowo do śledczych z Krynicy. Później zdecydowano jednak, że postępowanie powinna prowadzić lubelska prokuratura.- Wszczęliśmy śledztwo w sprawie nadużycia uprawnień, przez przedstawicieli MOSiR Bystrzyca - mówi Jadwiga Nowak, szefowa Prokuratury Rejonowej Lublin Północ. - Jesteśmy jeszcze na wstępnym etapie. Zwróciliśmy się o przekazanie urzędowej dokumentacji. Postępowanie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnym osobom.

Nie wiadomo jeszcze czy i kto usłyszy ewentualne zarzuty. Śledztwo prowadzone jest zarówno pod kątem przekroczenia uprawnień, jak i działania na szkodę MOSiR. - Oba te wątki będą dokładnie zbadane - zapewnia Nowak.

Jeśli w sprawie padną zarzuty, oskarżeni będą musieli liczyć się z karą nawet do 5 lat więzienia.

MOSiR uważa, że nie ma sobie nic do zarzucenia. - Według naszych prawników działaliśmy legalnie. Nie mamy nic do ukrycia i chętnie odpowiemy na wszystkie pytania prokuratury - mówi Miłosz Bednarczyk, rzecznik MOSiR. O szczegółach transakcji mówić nie chce. - Ze względu na toczące się śledztwo.

(jsz)

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama