Reklama
Co się dzieje z Unią Bełżyce?
Rewelacyjna w rundzie jesiennej jedenastka z Bełżyc przegrała wiosną oba mecze, mając na rozkładzie rywali z niższej półki. Trener i prezes Unii część winy zwalają na sędziów. Wszyscy czekają też na powrót do składu kontuzjowanego Rafała Samoleja.
- 14.04.2010 15:03
Najpierw było 0:1 z Lublinianką u siebie, a potem 1:2 z Ładą Biłgoraj na wyjeździe. Dwa mecze, zero punktów. Nie tak wyobrażali sobie kibice Unii start rundy wiosennej. Tym bardziej, że zimą ze strony bełżyckich działaczy padły jasne deklaracje: walczymy o awans do III ligi.
Mimo dwóch porażek na początek, szanse na to wciąż są, ale Unia musi zacząć wreszcie zdobywać punkty. Jak to zrobić? Dotychczasowe mecze pokazały, że drużynie brakuje lidera, którym był do tej pory Rafał Samolej.
Piłkarz doznał jednak kontuzji i nie mógł być brany pod uwagę przy ustalaniu składu. – Trzy dni przed pierwszym meczem z Lublinianką naciągnąłem na treningu mięsień dwugłowy – tłumaczy Rafał Samolej.
– Początkowo nie mogłem nawet chodzić, więc o grze nawet nie mogło być mowy.
Pomocnik wrócił już jednak do pełni sił i już jutro zagra w meczu sparingowym z Motorem Lublin, który zaplanowano jutro o godz. 16.30 w Bełżycach. Powinien też być do dyspozycji trenera Tomasza Kamińskiego w pucharowym spotkaniu z Lewartem Lubartów i ligowych derbach z Orionem Niedrzwica (21 kwietnia).
– Czeka nas ciężki mecz, ale musimy w końcu złapać jakieś punkty. Chcemy wygrać to spotkanie – zapowiada R. Samolej.
Dlaczego do tej pory Unia nie zainkasowała kompletu punktów, skoro w sparingach spisywała się bardzo dobrze?
– Mecz z Lublinianką po prostu nam nie wyszedł. Nasza gra była słaba, brakowało nam sytuacji bramkowych. Z Ładą graliśmy już lepiej, ale tu z kolei zabrakło nam szczęścia, bo zasłużyliśmy na remis. Straciliśmy dwa gole po stałych fragmentach gry, popełniliśmy błędy w kryciu – odpowiada Samolej.
Według prezesa klubu Stanisława Wieczorkiewicza i trenera Kamińskiego w obu meczach nie popisali się też sędziowie. To samo, już zupełnie na chłodno, ocenia lider zespołu z Bełżyc.
– W spotkaniu z Lublinianką arbiter gwizdał tragicznie, a z Ładą przeszedł już samego siebie. Nie ma co jednak zganiać całej winy na sędziów, bo gdybyśmy dobrze grali to i oni by nam nie przeszkodzili. Ale fakt, że ich niektóre decyzje były dla nas fatalne w skutkach – uważa Samolej.
Na pocieszenie unitom pozostaje fakt, że dzięki bramce wbitej w ostatnim meczu Ładzie, ich napastnik Piotr Gałkowski, z dwunastoma golami na koncie, został samodzielnym liderem klasyfikacji najlepszych strzelców IV ligi.
Reklama













Komentarze