Szóste wiosenne zwycięstwo Orląt Łuków, Huragan z Unią na remis
Sześć zwycięstw i remis – to dorobek rewelacyjnie spisujących się w rundzie wiosennej piłkarzy Orląt Łuków. Przy takiej postawie zespół trenera Andrzeja Suchodolskiego ma olbrzymie szanse na awans do III ligi.
- 08.05.2010 21:34
Lewart był jednym z trudniejszych przeciwników, z jakimi przyszło się tej wiosny zmierzyć łukowianom. Mimo to gospodarze, którzy nie zwykli przecież przegrywać na swoim boisku, poradzili sobie z drużyną z Lubartowa.
Losy spotkania do końca wisiały jednak na włosku, bo gospodarze mieli przewagę tylko jednej bramki.
Zgodnie z zapowiedzią, do pierwszego składu Orląt po kontuzji odniesionej przez Arkadiusza Wróbla w Krasnymstawie wskoczył Sebastian Matuszewski.
Gospodarze od początku rzucili się w tym meczu do ataku. Mało brakowało a już w 16 min objęliby prowadzenie, ale strzał Przemysława Ozygały z rzutu wolnego wylądował na poprzeczce.
Co się jednak odwlecze to nie uciecze. Chwilę później z wolnego uderzał tym razem Sylwester Buga. I w tym przypadku Dominik Budzyński musiał już sięgnąć do siatki.
Tuż po przerwie wynik na 2:0 podwyższył Artur Gaj. Od tego momentu goście zaczęli grać odważniej. Efektem tego był gol Pawła Pszczoły. Jak się jednak okazało było to honorowe trafienie, bo Orlęta nie pozwoliły lubartowianom na więcej.
Mimo świetnych wyników szkoleniowiec Orląt tonuje nastroje. – Wcale nie gramy tak dobrze jak wskazują na to wyniki – uważa Andrzej Suchodolski. – Nie spieszyłbym się więc z tym huraoptymizmem.
• To dlaczego wygrywacie?
- Po prostu wykorzystujemy słabość rywali.
Faktem jest, że dobre wyniki zespoły przyciągają na trybuny coraz więcej kibiców. Sobotni mecz, zdaniem organizatorów, obejrzało ok. 400 osób. – Byłoby więcej, jak na pucharze z Radzyniem, ale zabrały nam ich Legia z Wisłą – śmieje się trener Suchodolski.
Nie jest bowiem tajemnicą, że stołeczny klub ma w Łukowie liczne grono sympatyków. A mecz z Lewartem odbył się w tym samym czasie co potyczka Legii z krakowianami.
Orlęta Łuków – Lewart Lubartów 2:1 (1:0)
Bramki: Buga (20), Gaj (48) – Pszczoła (63).
Orlęta: Sych – Szewczak, Ozygała, Grula, Izdebski, Szlaski, Buga, Wryk, Matuszewski (82 Zalewski), Kiryło (85 Lasota), Gaj (64 Orzyłowski).
Lewart: Budzyński – Pszczoła, Cyranek, Dajek, Krzyżanowski (67 Szczygieł), Maleszyk, Pożak, Urbaś, Kaczmarski, Mitura, J. Bielak.
Żółte kartki: Izdebski (O) – Dajek, Cyranek, Kaczmarski (L). Sędziował: Piotr Wasyluk (Chełm). Widzów: 400.
FOT.
Piłkarze Huraganu podzielili się punktami z wyżej notowaną Unią. Bliżej zwycięstwa byli jednak właśnie gospodarze, którzy wyszyli na prowadzenie w 85 min po golu niezwykle skutecznego w tej rundzie Sebastiana Wereszczaka.
Pech chciał, że już doliczonym czasie gry punkt dla gości uratował Dominik Pietras strzelając celnie z bardzo bliskiej odległości. – To trzeci mecz, w którym tracimy po remisie dwa punkty – mówi niepocieszony Marek Pietruk, trener Huraganu.
Dodatkowym nieszczęściem dla zespołu z Międzyrzeca Podlaskiego jest strata Adama Osieja. Pomocnik już w 7 min opuścił boisko na noszach i został odwieziony karetką do szpitala.
Po badaniach okazało się, że piłkarz ma złamaną kość strzałkową nogi. Lekarze natychmiast zapakowali mu ją w gips.
– To się stało z powodu bardzo brzydkiego, wręcz chamskiego faulu jednego z piłkarzy Unii, który wszedł Adamowi z tyłu w nogi – twierdzi Pietruk.
Co na to bełżyczanie? – To nie prawda – odpowiada Tomasz Kamiński, trener Unii. – Mogło tak to wyglądać, bo Dominik Pietras rzeczywiście chciał wybić piłkę, ale zawodnik Huraganu już wcześniej źle stanął na murawę, a później to był już czysty przypadek, bez złośliwości.
Huragan Międzyrzec Podlaski – Unia Bełżyce 1:1 (0:0)
Bramki: Wereszczak (85) – D. Pietras (90+2).
Huragan: Wójcicki – Cap, Szoman, Wajszczuk, Łocuk, Osiej (7 Mazur), A. Szczepaniuk (89 J. Szczepaniuk), Krzemiński, Chilimoniuk (70 Węgrzyniak), Klujewski, Wereszczak.
Unia: Rumiński – Jezierski, Gorgol (46 Gołociński), D. Pietras, Cioch, Zieliński, Sidor (85 Gołofit), Boniaszczuk, R. Czępiński (46 Walęciuk), Samolej, Gałkowski.
Żółte kartki: Krzemiński (H) – Gorgol, Pietras, Gałkowski (U). Sędziował: Michał Rogowski (Chełm). Widzów: 200.
Tego nikt się nie spodziewał. Niepokonana w tym sezonie Chełmianka przegrała na własnym boisku z broniącą się przed spadkiem Lublinianką. – Mówiłem, że mamy najlepszy zespół w tej lidze, tylko nie mamy pieniędzy – żartuje Zbigniew Grzesiak, trener gości. Lider przegrał po słabej grze. – Robi się nieciekawie – mówi Krzysztof Zieliński, kierownik Chełmianki. Jutro w klubie zbiera się zarząd, który przedyskutuje całą sytuację.
Chełmianka – Lublinianka 2:4 (1:2)
Bramki: Zdunek (28), Krzyżak (70) – S. Kucharzewski (10), Góral (14, 75), Ł. Sobiech (66).
Chełmianka: Porzyc – Słomka, Kogut, Dyczko (88 Borys), Brzozowiec, Postój, Kasperek (65 Krzyżak), Drob, Zdunek, Drzewicki, Tatysiak (70 Miksza).
Lublinianka: Zapał – Paździor, Zieliński, Farotimi, Łysek, Ł. Sobiech, M. Sebastianiuk (90 Chmielnicki), Martyniak (55 Nogas), Borowski (22 Bartyzel), S. Kucharzewski (46 Oszast), Góral.
Żółte kartki: Drob (Ch) – Łysek, Bartyzel (L). Sędziował: Leszek Kurowski (Biała Podlaska). Widzów: 700.
Szóste w tym sezonie zwycięstwo odnieśli wczoraj piłkarze Hetmana Żółkiewka. Beniaminek po zimowych wzmocnieniach idzie jak burza. Tym razem w starciu z nim poległa Łada Biłgoraj. Wynik został ustalony już w pierwszej połowie.
Po tej porażce drużyna trenera Ireneusza Zarczuka spadła na przedostatnie miejsce w tabeli. Hetman nadal jest co prawda „czerwoną latarnią”, ale jak tak dalej pójdzie to już w środę ta sytuacja ulegnie zmianie.
– Szykujemy się już na Janowiankę – nie ukrywa Marek Leszczyński, trener Hetmana. Niestety, zła wiadomość jest taka, że w tym spotkaniu nie zagrają pauzujący za żółte kartki Andrij Nikonowicz i Piotr Skrzypczyński.
Największą stratą może być jednak brak Siergieja Iwliewa, który w dniu meczu ma egzaminy na uczelni w Charkowie. Ile znaczy ten napastnik pokazał choćby wczorajszy mecz, w którym strzelił kolejne dwa gole. W sumie ukraiński piłkarz ma już na swoim koncie jedenaście goli i jak tak dalej pójdzie to bez większych problemów sięgnie po koronę króla strzelców IV ligi.
Goście kontynuują strzelecką indolencję. To już ich trzeci kolejny mecz, w którym nie zdobywają bramki.
Hetman Żółkiewka – Łada Biłgoraj 4:0 (4:0)
Bramki: Iwliew (5, 40), P. Wójcik (37), Bubiłek (45, samobójcza).
Hetman: Dąbała – Piotr Skrzypczyński, Przemysław Skrzypczyński (70 Pawelec), Nikonowicz, Kukuruza (60 Zabiegły), Horetsky, Szczepiński, Hirka, P. Wójcik (85 Skiba), Palica (75 Sztohryn), Iwliew.
Łada: Wlizło – Krzyszkowski, Komosa (46 Tatara), Bubiłek, Rataj, Onkiewicz, Obszyński (69 Bednarz), Góra, Wołoszyn, Zarczuk, Garbacz.
Żółte kartki: Piotr Skrzypczyński, Nikonowicz (H). Sędziował: Piotr Kasperski (Lublin). Widzów: 300.
Reklama













Komentarze