Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Tu Polska smakuje najlepiej

Kiedy Robert Makłowicz kręcił na Lubelszczyźnie trzy odcinki swojego programu telewizyjnego, gotował faramuszkę, robił piróg biłgorajski pierogi z kurkami. Na ubiegłorocznej edycji Europejskiego Festiwalu Smaku w Lublinie zrobił gołąbki z kaszą gryczaną i grzybami.
To właśnie Robert Makłowicz rozsławił smakowitą kuchnię Lubelszczyzny w Polsce. Zaczęło się od tego, że spróbował piroga biłgorajskiego. Oraz biłgorajskiej żurawinówki. W jego ślady poszedł Piotr Bikont, autor przewodników kulinarnych po Polsce. Kiedy nadarzyła się okazja, żeby Lubelszczyźnie poświęcić aż 3 odcinki telewizyjnego programu \"Podróże kulinarne Roberta Makłowicza” – Robert zadzwonił do mnie i zapytał: Co jadł w Lublinie Jan Kochanowski? Znakomity poeta lubił dobrze zjeść. Może nie był takim smakoszem jak Mikołaj Rej, który o naszej regionalnej kuchni pisał z czułością: \"Ano w kominie gore, ano potraweczek nadobnych nagotowano, ano grzaneczki w czaszy a rozkosznym piwie miasto karasków pływają”. A pisał właśnie o faramuszce, za którą przepadał Jan Kochanowski. Oraz Szymon Szymonowic. Faramuszka to polewka piwna, przyrządzana z piwa, z dodatkiem masła, kminku i czerstwego chleba. Z czasem zaczęto dodawać do niej podsuszony biały ser. Taką właśnie faramuszkę ugotował w Lublinie Robert Makłowicz. Lubelską polewkę jadano na śniadanie, obiad i kolację. Z czasem podsuszony ser zaczęto na Lubelszczyźnie dodawać do żuru – tak narodził się żur żukowski. Oraz do buraczanego barszczu czerwonego, który był chlubą lubelskiej kuchni staropolskiej. Taki barszcz do dziś podaje się w Obszy na Roztoczu. Z Ukrainy trafiła nad Bug prawosławna soljanka, wiejska zupa na kiszonych ogórkach, którą do dziś podaje się na Polesiu. Król Władysław Jagiełło zostawił Lublinowi dwa wspaniałe dary: freski w kaplicy Trójcy Świętej i kościół powizytkowski. Król uwielbiał polowania, lubował się w dziczyźnie podawanej z grzybami, zaprawianej jałowcem. Jeszcze w XIX wieku potrawy z dziczyzny były obecne w kuchni Lubelszczyzny. Dziś odradzają się w okolicach Kodnia, Janowa Lubelskiego i Kraśnika. – Na Lubelszczyźnie jadłem najlepszą dziczyznę na świecie – powtarza Robert Makłowicz i namawia od renesansu myśliwskiej kuchni. A wracając do królewskiego smaku – za sprawą Władysława Jagiełły trafił na Lubelszczyznę litewski bigos z akcentem dziczyzny, doprawiany konfiturą z czerwonej borówki i głogu. Jagiellońskim traktem trafiły na Lubelszczyznę także litewskie kołduny. Król Władysław Jagiełło i Jadwiga byli także smakoszami flaczków, które wówczas występowały w roli treściwej zupy. Flaki wzbogacone cielęciną, gotowane na esencjonalnym rosole i doprawione szafranem sprowadzanym na słynne lubelskie jarmarki – stały się w XIX wieku samodzielnym daniem. Najsłynniejsze flaki na Lubelszczyźnie robi się w Piaskach, Lucjan Świetlicki, poeta i regionalista poświęcił im wiersz, dziś mają nawet w Piaskach swój festiwal. Dzisiejsza kuchnia Lubelszczyzny to dziedzictwo wielu smaków, które w Lublinie się krzyżowały. Jeśli mówimy, że nasza kuchnia słynie z pierogów, to trzeba pamiętać, że na Lubelszczyznę trafiły za sprawą św. Jacka. Trafiły zza Buga do klasztoru Dominikanów w Lublinie. Z Tatarami przedostały się na Lubelszczyznę pierekaczewnik, czeburieki, pieremiacze, z ormiańskimi kupcami trafiły do Zamościa ormiańskie pierożki, suszona basturma, zza Buga ukraińskie i białoruskie przysmaki. Z żydowskiej kuchni mamy słynne cebularze, które chcą pobić w Europie osypka, żydowskie holiszki i czulent, którym w Piaskach zajadał się Jasza Mazur, bohater słynnej powieści Singera. Piasecki czulent niebywale zainteresował Piotra Bikonta, który tak jak Robert Makłowicz jest przekonany, że tu na Lubelszczyźnie Polska smakuje najlepiej.
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama