Budowlani Lublin liczą na swoich wychowanków
Paweł Piwnicki, Piotr Psuj i Rafał Janeczko zamierzają zasilić kadrę Budowlanych. Zawodnicy, pochodzący z Lublina, chcą pomóc beniaminkowi w walce w ekstralidze.
- 28.07.2010 17:14
Po awansie lublinian sztab szkoleniowy zaczął rozglądać się za wzmocnieniem składu. Wszystko po to, aby zwiększyć szanse zespołu na wyrównaną rywalizację z najlepszymi w lidze.
W kręgu zainteresowań znaleźli się byli gracze Budowlanych. Klub rozmawiał z Tomaszem Stępniem z Budowlanych Łódź, Piotrem Jurkowskim z Lechii Gdańsk, Konradem Jaroszem, Pawłem Piwnickim (obaj z Juvenii Kraków) oraz Piotrem Psujem i Rafałem Janeczką (obaj z AZS Warszawa).
Nic nie wyszło z pozyskania trzech pierwszych, ale trzech następnych jednak zawita do Lublina.
– Sprawy kadrowe musimy dopiąć do 15 sierpnia – podkreśla Piotr Choduń, szkoleniowiec Budowlanych.
– Wysłaliśmy już odpowiednie dokumenty do Polskiego Związku Rugby. Teraz czekamy na licencje zawodników. Cała trójka będzie wzmocnieniem naszego ataku – wyjaśnił.
Najmniej problemów związanych ze zmianą barw klubowych będzie miał Paweł Piwnicki. Zawodnik skończył już 28 lat i sam rozporządza swoją kartą zawodniczą. Psuj był wypożyczony na czas studiów do AZS Warszawa, teraz powraca do macierzystego klubu.
Janeczko natomiast grał w zespole ze stolicy na zasadzie transferu definitywnego. Ale po spadku akademików z ekstraligi, chce znowu występować w najwyższej klasie, już w zespole Budowlanych.
– Rafał nadal studiuje w Lublinie. W czasie nauki, w myśl przepisów, gracz może raz zmienić barwy klubowe i on chce tak uczynić – wyjaśnia trener lubelskiej ekipy.
– Czy AZS może nie wyrazić zgody na przyjście zawodnika do Lubina? – Nie przypuszczam, aby warszawianie tak postąpili. Tym bardziej, że zawodnik chce się rozwijać i występować w wyższej lidze – przekonuje Choduń.
Sam zawodnik, który w meczu reprezentacji, podczas akademickich mistrzostw świata w Porto, złamał sobie rękę, także jest dobrej myśli.
– Jestem dogadany z trenerem AZS, więc nie powinno być problemów. Najbardziej martwi mnie uraz. Dlatego do gry powinienem wrócić dopiero pod koniec września – tłumaczy Janeczko.
Reklama













Komentarze